Mery Spolsky w Toruniu - relacja z koncertu 22.03.2018

3/28/2018 08:39:00 PM


Drodzy!
Zapraszam very much na kolejną relację koncertową!
Tym razem zabieram Was do Torunia! Przed Wami kilka zdań o ostatnim wydarzeniu w klubie NRD i ciekawym odkryciu na polskiej scenie muzycznej.

Od pewnego czasu jeszcze bardziej powtarzam Wam słowa, że muzyki trzeba słuchać trochę szerzej, a tym bardziej chodzić na koncertowe randki w ciemno z artystami - oczywiście nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Wiecie, co mam na myśli. Tak było i w tym przypadku. W kalendarzu był dzień 22 marca 2018 i wraz z ekipą CTRL'ujących wybraliśmy się na koncert... Marii z Polski, tzn. Mery Spolsky! 


Zanim wejdę w szczegóły muszę napisać o pewnej kwestii. Zauważyłem, że ludzie coraz bardziej boją się odkrywać nowe dźwięki. Wszyscy dookoła faszerowani jesteśmy mainstreamem, a kluby, które chcą organizować ciekawe koncerty i zapraszać naprawdę świetnych artystów, muszą czasem zastanowić się, czy to po prostu im się opłaci. Dlatego, tak często widzimy mieszankę w ogłoszeniach klubowych i festiwalowych. Dlatego na wcześniejszy koncert Peter J. Birch + Sonia Pisze Piosenki,  w studenckim (!) mieście Toruniu przyszło może z 20 osób. Na szczęście chętnych, by zobaczyć na żywo i posłuchać Mery Spolsky było znacznie więcej. Toruń? Kujawy? Polska? Pobudka!

Klub NRD może nie wypełnił się cały, ale osoby pod sceną stworzyły miły dla oka fanklub artystki, czyli ludzi ubranych w paski (moje skarpetki nieświadomie wpisały się w ten scenariusz). Trzeba przyznać, że fani Mery to całkiem ogarnięte ludziska - znają teksty każdej piosenki z debiutanckiego albumu "Miło było pana poznać", reagują na słowa padające ze sceny, bawią się dobrze i mają szerokie uśmiechy na twarzy. Mery ma coś takiego właśnie, że od pierwszych minut tworzy wyjątkową więź artysta-fan i zaciekawia nowych przybyszów swoją osobą, jak i muzyką rzecz jasna. Od razu zostałem wciągnięty w ten klimat. Dodatkowo, byłem pod wrażeniem jak wiele rzeczy artystka sama ogarnia podczas koncertu. Przemieszcza się pomiędzy instrumentami, gra na klawiszach, gitarze, wciska jeden przycisk - potem drugi, czymś tam kręci, uderza w "dźwiękowe pady" pałeczką do perkusji. Wyobrażam sobie tylko, ile czasu zostało poświęcone na przygotowanie tej całej trasy koncertowej. Czapki z głów i niskie ukłony. A jak jest wokalnie? Barwa głosu Mery wyróżnia się na polskim rynku muzycznym, słyszałem nawet, że niektórych irytuje w domowym zaciszu, a pieści podczas koncertów na żywo. Może nawet coś w tym jest? Na pewno jest zadziorna niczym cały performance, który da się lubić już po pierwszym spotkaniu.

Dodam tylko, że nagłośnienie w klubie NRD jest znakomite i kiedy stoi się w centrum, to wraz z dźwiękami i wokalem można ładnie odpłynąć. Doświadczycie tego podczas poniższego nagrania utworu "Alarm", kiedy to uciekam spod samej sceny. Momentalnie zmienia się akustyka i odczuwasz jeszcze więcej. Poza tym, nigdy nie byłem fanem stania przy jednym głośniku. Przyznaję skromnie sam sobie - video wyszło świetne. I ta akustyczna końcówka...



Po koncercie ustawiła się całkiem długa kolejka do podpisywania płyt, robienia wspólnych zdjęć i oczywiście rozmów. Na samym jej końcu pojawiłem się i ja, by pogratulować świetnego występu. Od razu zapytałem się, czy Mery Spolsky nie myśli, by zapełnić w przyszłości scenę dodatkowymi muzykami? Dodatkowe osoby w składzie przede wszystkim odciążyliby Mery i dali jej 100% skupienia na przekazie, poza tym wzbogaciliby całe show (bo to jednak żywe instrumenty)! Serio, cały czas podczas koncertu widziałem gdzieś tych doklejonych muzyków w tle. Przypuszczam, że w niedalekiej przyszłości, a być może już podczas drugiej trasy dostaniemy konkretną odpowiedź na moje pytanie. Póki co, łapcie Mery Spolsky na najbliższych koncertach. Wyganiam Was byście słuchali trochę szerzej.




           

~ Patryk Makowiecki / ctrl pattt


Zdjęcia: ctrl pattt & Jacek Szwankowski






















CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Tutaj możesz wyrazić grzecznie swoją opinię :)