OPEN'ER FESTIVAL 2017 - relacja i vlog festiwalowy ctrl pattt [część pierwsza]

12/26/2017 10:22:00 PM


Dokładnie pół roku temu, 26 czerwca, pakowałem się do Gdyni na Open'er Festival 2017. Ledwo wróciłem z Metronome Festival Prague, a tu czekało na mnie kolejne muzyczne wydarzenie - jak tak spoglądam w tył, to chyba jedno z najważniejszych w tym roku. Line-up line-upem, ale sami zobaczycie, jaki klimat tworzą tutaj ludzie CTRL'ujący muzykę, dzięki którym ten festiwal był po prostu lepszy - pomimo niekorzystnej pogody, dla wielu niewymarzonego składu artystów. Zresztą, o Open'erze pisałem już chyba wszystko. Stworzyłem dla Was konkretne "poradniki przetrwania", których licznik cały czas bije się jak szalony, bo są one wciąż aktualne. Open'er został przeze mnie prześwietlony z każdej możliwej strony, strony prawdziwego festiwalowicza. Jako jedyny w Polsce wytykałem organizatorom błędy, które zostały naprawione w kolejnych latach, żeby koncertowało nam się lepiej i bezpieczniej. Piszę o tym, w tak ogromnym skrócie i w sumie z lekką łezką w oku, ponieważ znam ten festiwal jak swoją kieszeń. Od mojego pierwszego Open'era w 2009 roku i głównego celu wypadu, czyli pierwszego koncertu w Polsce Arctic Monkeys, naprawdę trochę się pozmieniało. Co najważniejsze, w końcu uwieczniłem festiwal we vlogu, dzięki czemu poczujecie jego klimat jak nigdy przedtem.

Wstęp krótki, ale mamy drugi dzień Świąt, więc obstawiam, że na obecną chwilę nie macie nawet siły mrugnąć okiem. Myśli rozwinę później, a Was zapraszam do obejrzenia pierwszego w historii ctrl pattt vloga z Open'er Festival! Cofnijmy się w czasie, ogrzejmy słońcem i naładujmy Muzyką :)




Koniecznie dajcie znać, kiedy obejrzycie vloga, ponieważ mam dla Was jeszcze część drugą. No chyba, że jej nie chcecie? ;) Pamiętajcie, że fejsbukowe lajki i te śmieszne emotki nie są równe komentarzowi, a naprawdę chciałbym poznać Wasze zdanie! Może gdzieś coś spartoliłem? Za mało czegoś, za dużo? Śmiało komentujcie, serio.

CZEŚĆ DRUGA TUTAJ!



CTRL'uj Muzykę!
Muzyka Łączy!

           

~ Patryk Makowiecki / ctrl pattt

Słów kilka o dwóch pierwszych dniach.
Bez wątpienia były to dni, dla których w ogóle pojawiłem się na Open'erze. Klimat festiwalu klimatem, ale chyba każdy z nas chce zobaczyć kilku swoich ulubieńców na scenie i poznać nieznane. Nie da się ukryć, musiał mnie tutaj ktoś przyciągnąć.

Pierwszego dnia festiwalu najbardziej wyczekiwałem koncertu Royal Blood - to chyba nikogo nie powinno dziwić. Radioheadlinerzy byli oczywiście na ustach większości, ale większość wiedziała, że na Royal Blood poskaczą sobie bardziej niż z ekipą Thoma Yorke'a. W rzeczy samej, tak było, co widzieliście już we vlogu, czy zobaczycie teraz na poniższych zdjęciach. Royal Blood pokazali, że świetnie porywają publikę nie tylko podczas klubowych koncertów, ale i festiwalowo. To właśnie tutaj rozkręcają jedne z największych młynów pod sceną. Pamiętam dobrze słowa Bena, który w pewnym momencie zszedł z perkusji i powiedział do mikrofonu: "Po całej podróży w busie, obejrzeniu 5 filmów, spaniu przez 10 godzin, nie chciałbym być nigdzie indziej, aniżeli w Polsce, właśnie teraz". Pozostaje dziwić się tylko, że nikt nie zaprosił zespołu na klubowy koncert do Polski promujący drugi album "How Did We Get So Dark?". Wracając do Radiohead. Dla mnie koncert był naprawdę perfekcyjny, dopieszczony pod każdym względem. A teraz pytanie. Jak myślicie, czy odbywający się kilka dni wcześniej Glastonbury Festival ukradł Open'erowi lepszą setlistę? Co prawda zabrakło hiciorów, których zespół już nie znosi grać, w tym "Creep", ale czy naprawdę odczuliśmy ich brak? Nie wydaje mi się. Natomiast bardzo było mi szkoda ludzi, którzy stali gdzieś w oddali, ponieważ przez większość koncertu widzieli na telebimach same wizualizacje. No cóż, to zespół ustalał reguły gry.

Tego dnia wyśpiewałem jeszcze "Love & Hate" Kiwanuki, przywitałem się z siostrą Beyoncé - Solange i poznałem młode, polskie zespoły, które dublowały później swoje występy na scenach Open Stage, Firestone i Alter Stage. Jak sami widzicie line-up 2017 był mocno okrojony i totalnie bez pomysłu w porównaniu z poprzednimi edycjami.


Podczas kolejnego dnia największą niespodzianką okazał się koncert The Kills. Alison i Jamie wytworzyli między sobą niesamowitą chemię, która udzieliła się wszystkim pod sceną. W połączeniu z fanami była to bardzo wybuchowa mieszanka, czasami nawet lekko toksyczna. Moje prawdziwe marzenie spełniło się dopiero o godzinie 22:00, kiedy pierwszy raz wyśpiewałem wszystkie piosenki Foo Fighters w duecie z samym Davem Grohlem. Ścisk pod sceną był wart każdego zebranego i oddanego łokcia w żebra. Klimat był fenomenalny. Jedyne co bolało to fakt, że G-Eazy przez przypadek zamykał scenę główną, ponieważ jego koncert został przesunięty z godzin popołudniowych na późne nocne. Tym sposobem FF nie mieli już takiej wolnej ręki, o jakiej zapowiadali organizatorzy. Ekipa sprzątająca praktycznie ściągała ze sceny żegnającego się z fanami Grohla. No cóż, tak dzisiaj traktuje się legendy, które czują na swoich plecach oddech pokolenia Z.

Solange nie wzbudziła takich wielkich emocji o jakich zapewniał Mikołaj Ziółkowski, Charlie XCX zrobiła bajzel różowym konfetti (do dzisiaj mam jeszcze lekko zabarwione na różowo buty), KARI super zaprezentowała się na scenie Tent Stage, a Trentemøller podziwiałem już na siedząco, dając odpocząć kręgosłupowi.

To były mocne i zwariowane 2 dni.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć i vlogów, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście.
Ne zapomnijcie o części drugiej.
































































CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Tutaj możesz wyrazić grzecznie swoją opinię :)