Taco Hemingway - Szprycer w Toruniu, Dwór Artusa, 4.11.2017

21:08


Taco Hemingway w niewielkim odstępie czasu ląduje na blogu ctrl pattt. Kilka chwil temu mogliście przeczytać relację CTRL'ującej Doroty, prosto z występu Taco w Katowicach. Warto nadrobić zaległości i porównać sobie te dwa wydarzenia. No właśnie, tym razem Taco przyjechał napić się swojego drinka do Torunia, 4 listopada 2017, również na dwa koncerty grane jeden po drugim. Dzień przed koncertem, na wyprzedane już dawno wydarzenie, kupiłem 2 bilety w cenie 100 zł, czyli 50 zł/szt. Pewnie teraz "koniki" koncertowe patrzą na te słowa z niedowierzaniem. No cóż. Jestem dobrej wiary człowiekiem. Negocjacje nie były łatwe. Zresztą niektóre z nich widzieliście na facebooku ctrl pattt

Ludzie nie cackali się, a wprost można napisać - łamali prawo, chcąc za swoje wcześniej zakupione bilety nawet 400 zł/szt. Takie numery widziałem na popularnej stronie odsprzedaży biletów. Nie wiem, czy ktoś zdecydował się nakarmić konika taką sumą, ale oferta trzymała się dzielnie przez 2 dni po czym zniknęła z serwisu. Przeprowadziłem również kilka rozmów i każda zaczynała się od kwoty kilkukrotnie wyższej niż cena nominalna. Temat ten można by spokojnie rozwinąć w osobnym wpisie. Może kiedyś. Może "koniki" również wtedy przemówią? Szkoda, że tracą na tym prawdziwi fani, ale przecież prawo w Polsce nie jest do zmiany, prawda? Na uszczelnieniu systemu też nikomu nie zależało przez tyle lat, więc takie cuda nadal będą się działy na naszych oczach. Voilà.


Zanim przejdziemy do punktu kulminacyjnego, postawmy sobie pytanie. Ile w taki razie warte są występy Taco? Zapewniam Was, że odpowiedź nadejdzie sama. Oprócz tego, na samym dole znajdziecie "koncert w pigułce" oraz przewijające się w relacji zdjęcia mojego dobrego kolegi Jacka i link do nagranego przez niego prawie całego koncertu. Lecimy!



Toruń, Dwór Artusa, 4 listopada 2017
Brałem udział w pierwszym koncercie, który rozpoczynał się o godzinie 18:00 (Taco w białej, nie czarnej koszulce). Dziesięć minut brakowało do 17:00 - otwarcia drzwi, a przed Dworem Artusa utworzyła się ogromna kolejka, która blokowała całą ulicę i zakręcała pod Ratuszem, tworzą niedomknięty okrąg. Gdyby ktoś z Komitetu Obrony Disco przechadzał się wtedy po Toruniu, pomyślałby, że to jego impreza. Na szczęście było inaczej i to młode pokolenie z rozgrzanymi ajfonami w ręku zaczęło wolnym krokiem dostawać się do środka Dworu Artusa. Organizatorzy koncertu spisali się na medal i pomimo takiego tłumu nie było żadnej obsuwy. Na schodach i przy szatni postaliśmy w małym ścisku, ale naprawdę nie ma się czego przyczepić. Wszystko szło sprawnie przed, jak i po koncercie. Sala Wielka, na której odbywała się cała impreza jest w stanie pomieścić 300 osób, plus dodatkowe 50 na balkonach, które tego wieczoru przejęły Vipy z ekipą foto. Mnożąc i w końcu sumując liczby, można śmiało napisać, że Taco zgromadził łącznie jednego dnia w Toruniu prawie 700 osób! 



Taco i Rumak wyszli na scenę jak zegarku i rozpoczęli od dźwięków "Nostalgii" otwierającej najnowsze wydawnictwo. Wydawnictwo, które wzbudziło wiele emocji i podziałów wśród fanów. Uff, na szczęście autotune w wersji live nie istnieje. W tle, na wielkim telebimie odpaliły się nowe wizualizacje utworzone specjalnie pod promocję Szprycera, jak i znane wszystkim slajdy dograne pod stare kawałki. Klimatyzacja zaczęła ochładzać rozpalone nastolatki, a jakość dźwięku z każdą minutą słabła. Fifi trzymał się częściej lewej strony sceny, ponieważ po prawej zabrakło światła, które by go oświetlało. Nawet na zdjęciach widać cień, którego nie powinno tam być. Przy kawałku "35", artysta poprosił o wygaszenie świateł. Przełącznik poszedł w złą stronę i dzięki temu powstało takie oto zdjęcie :)


Setlista była mieszanką całej twórczości Taco, ale to właśnie przy nowszych kawałkach tłum zebrany pod sceną zaczął żywiej reagować. "Chodź", "Tlen", "Dele", a nawet "Nowy kolor" nagrany z Otsochodzi rozbujały publikę. Do klimatu Dworu Artusa idealnie wpasowały się utwory z Marmuru, zwłaszcza tytułowy - "Marmur" oraz "Żyrandol" - trzy takie większe, ładne wisiały nam nad głowami. "Deszcz na betonie" został wyśpiewany niczym hymn, a "Trójkąt Warszawski" odpalił prawdziwych koneserów muzyki Taco Hemingwaya. Gdy wydawało się, że ostatnia stacja o numerze "900729" będzie tą ostatnią, "Nostalgia" wraz z "Dele" wjechała raz jeszcze na bis i zakończyła muzyczną podróż. 




I wszystko byłoby naprawdę pięknie, ale niestety muszę zwrócić uwagę na pewną rzecz. Taco Hemingway ma ogromny problem ze swoimi koncertami. Prawie za każdym razem jest coś nie tak z ich nagłośnieniem. Prawie, bo koncert w toruńskim NRD wspominam naprawdę dobrze. Ten na tegorocznym Tauron Nowa Muzyka Katowice wypadł również dużo lepiej niż na Open'erze 2017, gdzie okrutny bas i podkręcony wokal zagłuszał świetne bity Rumaka. Tutaj w Toruniu było jeszcze gorzej, bo muzyka ledwo była słyszalna. Podkręcony wokal ponownie przejął stery, a plaski bas dokonywał dzieła zagłady. Doskonale rozumiem, że wiele zależy od "akustyki danego miejsca, głośników i uszu dźwiękowca", ale kiedy już nie tylko moje uszy wykrywają, że jakość dźwięku pozostawia wiele do życzenia, to znaczy, że jest coś na rzeczy. Moim zdaniem w swojej ekipie powinno się mieć ludzi, którzy eliminują takie błędy i zawsze trzeźwo patrzą oraz słyszą i potrafią powiedzieć: "Ej Rumak! Muzyka znowu nam ucieka!". Naprawdę podziwiam, że Taco dał radę wyśpiewać równo każdy wers. Tylko po co się męczyć? Mam wrażenie, że sam kontakt z ziomeczkami był przez to mniejszy, a ziomeczki na pewno bujaliby się lepiej, gdyby mieli do czego. Jeżeli ktoś jednak ma na celu zobaczenie Taco na żywo, by razem z nim wyśpiewać każdy trak - bardzo proszę. Pozostali będą zawiedzeni, bo Rumak odwala kawał dobrej roboty, totalnie zaniedbanej i niesłyszalnej na koncertach. Po wszystkim sporo osób mocno komentowało jakość występu. Najbardziej trafny komentarz usłyszałem od mojego ziomeczka - "jakoTaco".


Chociaż każdy polski artysta chciałby mieć takie "sold outy" i podwójne koncerty jednego dnia, to moim zdaniem Taco wiele tutaj traci. Pieniądze może i się zgadzają, ale dało się odczuć, że niektórzy fani liczą na coś więcej niż 15-sekundowego snapa w swojej historii. Nawet YouTube nie ma czego analizować podczas wstawiania filmiku. Gdybym kupił bilet na koncert od jakiegoś konika za 100 zł i więcej, byłbym podwójnie zawiedziony. Szkoda, bo wyrobił mi się dystans do koncertów Taco. Pewnie w niedalekiej przyszłości skuszę się ponownie, by usłyszeć różnicę. Póki co, jak na moje "880921", to już trochę za dużo. Słowem końca. Panowie trzymajcie się, ale dbajcie o wszystkich fanów. Ej!


Reszta zdjęć poniżej, a przed Wami jeszcze "koncert w pigułce".





CTRL'uj Muzykę!
Muzyka Łączy!

           

~pattt











I prawie full koncert nagrany przez Jacka, TUTAJ!

CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.