Royal Blood - Columbiahalle, Berlin, 5.11.2017 - relacja z koncertu

18:11


Drodzy!
Przed Wami kolejny wpis utworzony przez osobę CTRL'ującą! Tym razem Agnieszka Hamerlińska postanowiła podzielić się wrażeniami z koncertu Royal Blood, który odbył się w Berlinie, piątego listopada 2017. Po przeczytaniu relacji jeszcze bardziej nasuwa się pytanie: "Dlaczego? Dlaczego Polska nie pojawiła się jeszcze na klubowej trasie zespołu?". Wrócą do nas na wiosnę razem z Queens of the Stone Age, czy na samodzielny koncert jeszcze tej zimy? Jestem dobrej myśli i zapraszam już do świetnej relacji Agnieszki.


Zespołu Royal Blood chyba nie trzeba tu nikomu przedstawiać. Genialny nowy album "How Did We Get So Dark" i pewnie jeden z lepszych koncertów tegorocznego Open'era, na którym mnie niestety nie było. Dlatego bardzo liczyłam na szybkie ogłoszenie klubowego koncertu, tak jak miało to miejsce 3 lata temu. Czas mijał, rodzime agencje spały, a na mailu czekał kod zniżkowy od niemieckiego eventimu. Decyzja mogła być tylko jedna – trzeba odwiedzić naszych zachodnich sąsiadów.

Muszę przyznać, że już przy ogłoszeniu europejskiej trasy lekko zdziwił mnie wybór miejsca na ten koncert. Berlińska Columbiahalle jest dość dużym klubem, w którym często grają, mogłoby się wydawać, popularniejsze zespoły niż Royal Blood. Kilka dni wcześniej grali tam chociażby Kasabian i ich koncert nie był wyprzedany, więc nasuwało się pytanie czy zespół, który wydał dopiero drugą płytę będzie w stanie zapełnić taki obiekt? Jak się później okazało – obawy te były niesłuszne. Gdy odliczanie do koncertu dobiegało końca, zrobiło się trochę nerwowo - Panowie w ostatniej chwili odwołali koncert w Szwajcarii, który miał odbyć się w piątek. Na szczęście „nic dwa razy się nie zdarza” i z tą myślą dotarłam w niedzielę po godz. 17 pod klub. Pomimo deszczu i niskiej temperatury, na miejscu czekało już około 20 osób, jak zwykle większość kobiet ;) Punktualnie o 18:30 otworzyły się drzwi i mogłam zająć swoje ulubione miejsce, czyli „barierki”.

Na całej europejskiej trasie jako support występuje indie-rockowy zespół Black Honey. Grupa pochodząca również z Brighton dotychczas wydała kilka singli, a w swoim repertuarze mają zarówno bardziej taneczne, rockowe kawałki („Hello Today”, „All My Pride”), jak i nieco wolniejsze utwory („Madonna”). Sam występ, wokal i zachowanie wokalistki sprawiały jednak wrażenie, że to muzyka dla zbuntowanych nastolatków - na pewno niezła, ale też nie porywająca. Na koniec zaledwie półgodzinnego występu, zespół wykonał utwór „Corrine”, którego refren został nawet wyśpiewany przez część publiczności. Po tym utworze Black Honey zeszli ze sceny, a klub wypełniony po brzegi oczekiwał głównej gwiazdy tego wieczoru.


O 21:00 na scenie pojawili się Royal Blood i momentalnie poczułam jak dużo osób znajduje się w klubie. Panowie zaczęli od utworu „How Did We Get So Dark”, który tak samo jak na płycie jest idealnym rozpoczęciem. Na  żywo utwór nabiera zupełnie nowego wymiaru a wokal Mike’a brzmi jeszcze lepiej. Nowością na tej trasie jest pojawienie się chórku w postaci dwóch pań, które jednak nie są obecne przez cały koncert, a pojawiają się podczas wybranych utworów (w większości tych z nowej płyty).

Praktycznie bez żadnej przerwy przechodzimy do „Where Are You Now” i „Lights Out”, a ochroniarze ku uciesze Bena zaczynają wynosić pierwsze osoby z tzw. „fali”. Jednak to dopiero przy „Come on Over” energia zespołu całkowicie przeszła na publiczność i nie dało się ustać w miejscu. Chwila wytchnienia pojawiła się przy „She’s Creeping” czy „Don’t Tell”. Zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się utworu „Sleep”, który zdecydowanie największe wrażenie robi warstwą liryczną. Pewnie było to już powiedziane wiele razy, ale naprawdę niewiarygodne jest, jakie brzmienie Mike i Ben potrafią wyciągnąć z tych dwóch instrumentów i jaki power przekazywać przez cały koncert. 



Gdy wydawało mi się, że już opadam z sił, panowie zaserwowali kolejną energetyczną bombę, czyli swój najpopularniejszy utwór „Figure It Out”. Podłoga się trzęsła, wszyscy w wokół mnie śpiewali i czuło się, że zespół bardzo cieszy się z takiego przyjęcia. Jakby tego było mało, na bis Royal Blood zagrali „Ten Tonne Skeleton” i „Out of the Black”, który jest po prostu kwintesencją ich występów na żywo. Mike podsycał publiczność, Ben szalał na perkusji, by później wylądować na barierkach i tańczyć z tłumem. Niesamowite zakończenie świetnego koncertu, którego jedynym minusem było to, że odbył się w Niemczech, a nie w Polsce. Dodatkowo był to jeden z tych bardziej „intensywnych” koncertów, w których uczestniczyłam. Przez cały czas czułam jak inni odbijają się ode mnie. Powrót do domu był bardzo bolesny. Jednak ból mija, a wspomnienia zostają, taki urok barierek. Stojąc pod samą sceną udało mi się zdobyć kostkę Mike’a, którą podał mi przemiły pan ochroniarz. 

Ogromna szkoda, że zespół nie pojawił się u nas tej jesieni, tym bardziej, że grają prawie wszystkie utwory, które z racji krótszych setów były pomijane na festiwalach. Nie wiem, kto i kiedy przegapił możliwość zorganizowania klubowego koncertu Royal Blood, ale pozostaje mieć nadzieję, że zespół planuje drugą część trasy i już na wiosnę będziemy bawić się wspólnie.

Setlista:
1. How Did We Get So Dark?
2. Where Are You Now?
3. Lights Out
4. Come on Over
5. You Can Be So Cruel
6. I Only Lie When I Love You
7. She's Creeping
8. Little Monster
9. Hook, Line & Sinker
10. Blood Hands
11. Don’t Tell
12. Sleep
13. Hole in Your Heart
14. Loose Change
15. Figure It Out
Bis
16. Ten Tonne Skeleton
17. Out of the Black


Z cyklu "CTRL'ujący Piszą!".
Relacja i zdjęcia: Agnieszka Hamerlińska 









CTRL'uj Muzykę!
Muzyka Łączy!

           

~pattt

CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.