Europejskie Targi Muzyczne CJG24 2017 - konkretna relacja

22:15


Po raz siódmy w Pałacu Kultury i Nauki odbyły się Europejskie Targi Muzyczne nakręcane przez Co Jest Grane 24. Postanowiłem, że zawitam do Warszawy w sobotę i niedzielę, by przekonać się, czy wielkie z nazwy, bo "europejskie" targi muzyczne, faktycznie mają taki rozmach. Nie ukrywam, że przyciągnęły mnie również panele dyskusyjne oraz warsztaty, które zapowiadały ciekawy i merytoryczny materiał poszerzający wiedzę w branży muzycznej. Reszta, to biletowane koncerty zamykające każdy dzień targów. O tym, co zastałem na miejscu przekonacie się czytając poniższą relację.


Był piękny, sobotni dzień, 11 listopada 2017. Warszawa po raz kolejny stała się miejscem wszystkich prawdziwych patriotów, którzy po raz 99 świętowali odzyskanie przez Polskę niepodległości. Dziś, drogi prowadziły do serca naszej Ojczyzny. Dziś, jeszcze bardziej czuło się dumę Orła Białego na piersi Rodaków. Kiedy zmierzałem w stronę Pałacu Kultury i Nauki serce miałem rozdarte. Z jednej strony tak ważne święto, z drugiej ukochana Muzyka. Przed godziną 15:00 na Rondzie Dmowskiego było już pełno ludzi, a w środku pałacu kultury ogromna kolejka chętnych, by zobaczyć wszystko z lotu ptaka, czyli z tarasu widokowego. Odpuściłem sobie wjazd na górę i postanowiłem od razu przejść do ofensywy, czyli targów muzycznych. Wspominam tu o tych rzeczach, ponieważ, gdyby nie te wszystkie, bardzo ważne wydarzenia odbywające się w Warszawie, być może więcej osób byłoby zainteresowanych targami. Być może, ponieważ na miejscu nie było już tak kolorowo, jak w zapowiedziach.


W sobotę i tak frekwencja była wyższa niż niedzielę. Na alejkach targów poruszałem się jednak swobodnie, bez żadnej przepychanki. Sala Marmurowa została oddana w ręce organizatorów i wypełniona przez wystawców - oczywiście wszystko w "promocyjnych" cenach  i 10% rabatach, w tym dla słuchawek kosztujących prawie 2 tys. zł. Uwielbiam płyty winylowe, ale i tutaj czułem lekki przesyt. Poza tym książki, płyty cd, instrumenty i nowatorski sprzęt do tworzenia muzyki, który oddany był w ręce zwiedzających. Radio Kampus gościło, m.in. Wojtka Urbańskiego, grającego swoje ulubione kawałki. Odniosłem wrażenie, że większą frajdę miały w tym całym miejscu dzieciaki, które przechodziły do sali Trojki, czyli wymarzonej strefy dzieci, gdzie kompletnie mogły odpłynąć w bajkowej i muzycznej hipnozie. 

Jak pisałem wcześniej, na targi przyciągnęły mnie panele i warsztaty, dlatego skupimy się teraz właśnie na nich. Tutaj również było różnie, miejscami dramatycznie nudno. Chętnych również stosunkowo niewiele, a przecież każdy mógł wejść i wyjść nie płacąc ani grosza. Zaznaczam, że byłem nastawiony na wchłanianie wiedzy i łapanie nowych kontaktów. Z tym drugim wyszło o wiele lepiej, ponieważ niektórzy z prowadzących konferencje klepali ogólnikami na lewo i prawo zniechęcając do dalszego uczestnictwa. Przy okazji dawali wrażenie, że bardzo ograniczają zasób słów, by czasem nie powiedzieć czegoś za dużo. Na szczęście nie było tak tragicznie, bo pierwszego dnia bardzo dobre i ciekawe warsztaty przeprowadził Kamil Jaczyński (Wielkie Joł), który zdradził wiele tajników, jak w praktyce wykorzystać potencjał social media dla muzyków i managerów oraz dla każdego, który robi coś fajnego dla świata branży muzycznej. Tego dnia, zahaczyłem jeszcze panel: "Agnieszka Osiecka na nowo", gdzie Natalia Grosiak, Krzysztof Zalewski i LUC byli gośćmi Agnieszki Szydłowskiej i poruszali temat projektu "nowOsiecka" i wpływu poetki na ich twórczość muzyczną; "Słowa, które w nas grają" - czyli panel, gdzie po kilku minutach słuchania Natalii Przybysz i Marii Peszek w duecie, masz ochotę wcisnąć przycisk mute na pilocie.



W niedzielę największym paradoksem był panel (uwaga) "Zdrowe trendy w muzyce", gdzie jednym z gości był Papradziad - lider Łąki Łan oraz pani będąca szefem kuchni. Tutaj, prowadząca już na początku zadała główne pytanie - "co jeść, jak funkcjonować, by nie stracić zdrowia podczas intensywnej trasy koncertowej?". Odkrycie menu muzyka przyszło szybko i praktycznie po 10 minutach, dla 10-osobowej widowni konferencja mogła się zakończyć. Ciągnących się porad zdrowego odżywiania można posłuchać przecież w domu, otwierając smakowite czipsy zrobione na oleju palmowym do filmików na YouTube. "Storytelling w muzyce" również prowadzony był bez większych emocji. Wraz z towarzyszącą mi od początku targów Dorotą i Patrykiem zastanawialiśmy się, jaki jest tutaj przekaz i co tak naprawdę mamy stąd wynieść. Do dziś nie wiemy, czy kobiece piersi ukazane w teledysku "Ona czuje we mnie piniądz" odgrywają w nim największą rolę. Mrrrrrr. Skąd te wyświetlenia, skąd ten fejm!? Jak i czym zainteresować odbiorcę? 

Dalej było już tylko lepiej. W jednej z sal mogliśmy poznać tajniki blockchain - technologii służącej do przesyłania informacji o transakcjach zawartych w internecie. Bardzo profesjonalnie do swojego panelu przygotowali się przedstawiciele ZAiKS oraz ZPAV. Przedstawiony przez nich plan działania za sprawą projektu Music Export Poland robił wrażenie. Dużo danych, analiz, statystyk, wykresów i wyjaśnień pojawiało się na wyświetlanych slajdach. Po wszystkim była możliwość swobodnej rozmowy z gośćmi oraz wymiana magicznymi wizytówkami, z czego skorzystałem - może kiedyś zamieszkam w jednym z ich pałaców! ;)



Na sam koniec przenieśliśmy się do Belgradu, by przyjrzeć się tamtejszej scenie muzyki elektronicznej. Historia stolicy Serbii, walczącej muzyką przeciwko wojnie i izolacji, ukazana została w ciekawie zrealizowanym mini dokumencie - "Belgrad - Taniec na krawędzi". Temat muzyki elektronicznej przeszedł również na kraje Europy zachodniej. Maciej "Lex" Kasprzyk, Novika, Michael Morales, Łukasz Kamiński oraz Jędrzej Dondziło rozmawiali również o kondycji muzyki w Polsce. Okazało się, że muzyka elektroniczna ucieka z małych miast i kumuluje się w aglomeracjach. Z punktu widzenia artysty, w niektórych miejscach ciężko jest o koncerty klubowe, bo nie ma komu ich grać. Szkoda, że ten panel był praktycznie zapomniany przez uczestników targów. Bez wątpienia jeden z ciekawszych podczas tej edycji.



Jeszcze kilka zdań o sobotnich koncertach.
Z towarzysząca mi ekipą podjęliśmy decyzje o "babskim wieczorze" odbywającym się w Grizzly Gin Bar. W ramach targów zorganizowano tam koncerty: Bovska, Last Blush, Pola Rise. Główną gwiazdą wieczoru był występ Natalii Nykiel. Żałuje, że nie zdążyliśmy na pierwszy akt, czyli poznanie boskiej Bovskiej. Przez cały dzień biegania bez porządnego posiłku, o jednej godzinie snu, musieliśmy wcisnąć pauzę i zaszyć się w jednej z warszawskich restauracji. Troszkę przesadziliśmy, bo po takiej dawce kalorii zachciało nam się jeszcze bardziej spać. Problemu nie rozwiązał duet Last Blush. Fatalne nagłośnienie oraz przeciągające się dźwięki usypiającej muzyki dobijało nas z każdą sekundą. PS. Na tegorocznym Audioriver poszło Wam o wiele lepiej. Musiałem się jakoś przebudzić, więc zacząłem korzystać bardziej z mojej akredytacji foto i biegałem pod sceną, za sceną, po klubie. Jednak aparat również się buntował. Powolne odczarowanie naszego stanu przyszło za sprawą Pola Rise. Od razu usłyszeliśmy różnice w nagłośnieniu i przekazie płynącym ze sceny. Po pierwszym spotkaniu zespół potrafi zainteresować, bo wstawki instrumentów smyczkowych i dodatkowe wokale robią tutaj kawał dobrej roboty. Dorota nawet pokusiła się o stwierdzenie, że: "koncertowo lepiej niż na płycie".



Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Dla Natalii Nykiel trzeba w tym wpisie otworzyć kolejny akapit, chociaż z miłą chęcią otworzyłbym dla niej serduszko, o ile już tego nie zrobiłem. Dziewczyna  po raz drugi wyciągnęła z nas (dokładnie tej samej ekipy, co na Orange Warsaw Festival 2017) dodatkowy pokład energii. Nie wiem, jak ona to robi, ale potrafi przywrócić do życia największego umarlaka - my już naprawdę byliśmy jedną nogą po tamtej stronie. Potworne zmęczenie zostało pokonane przez wyjątkowy, anielski, piękny, czysty, mocny, elektryzujący, wokal Natalii działający niczym powerbank w filmie Crank (Adrenalina). Brak mi słów, brak mi epitetów. Poza tym, trzeba pochwalić zespół. Zgrywacie się ze sobą niesamowicie dobrze. Maciek Gołyźniak na perkusji prowadzi zawodowo tę grającą lokomotywę. Podczas koncertu mieliśmy chwilę problemów technicznych. Wysiadła gitara basowa i fani poprosili Natalię o wykonanie utworu a capella. Chyba nie muszę pisać jak wyszło? Na sam koniec koncertu, kiedy scena opustoszała, nieprzerwanymi okrzykami wymusiliśmy bis, który okazał się wisienką na torcie tego wieczoru. Ponownie i po raz ostatni zabrzmiał "Total Błękit". Proste włosy Natalii zaczęły się puszyć, a CTRL'ujące wiedzą, że jest to wyznacznikiem naprawdę dobrej zabawy. Klub parował. Fani zebrani pod sceną zaczęli skakać jeszcze wyżej niż poprzednio. Impreza zrobiła się nie do opisania. Poza tym, Discordia, czyli najnowszy album Natalii Nykiel, na żywo brzmi fenomenalnie. Serio, musicie załapać się na jakiś koncert podczas tej trasy. Natalia! Już tęsknię! :)



Organizatorzy targów zapowiedzieli, że będzie ich kolejna edycja. Ze źródeł mniej oficjalnych usłyszałem o ich planowanym końcu wraz z tym rokiem. Osobiście uważam, że wiele kwestii jest tutaj do poprawy. Dla mnie na pewno nie był to czas stracony. Mimo poczucia rozczarowania panelami i jednak trochę jakością wydarzenia, myślę że wykorzystałem ten weekend najlepiej jak się dało. Czuję, że znajduję się w odpowiednim miejscu. Muzyka jest tym, co chciałbym żeby towarzyszyło mi nie tylko jako pasja. Nie chowam jej przecież do własnej szuflady, a każde takie wydarzenie jest dla mnie kolejnym, bezcennym doświadczeniem w tym pokręconym światku branży muzycznej. Kto wie, czym zaowocuje miniony weekend?


Dziękuję za pomoc Dorocie Żabińskiej w ogarnięciu targów oraz towarzyszącym i wspierającym CTRL'ującym. Historia "Kokosanek" została napisana na nowo przez dwóch Patryków ;) Poniżej więcej zdjęć i pełne nagranie "Total Błękit" (wersja na bis!).







CTRL'uj Muzykę!
Muzyka Łączy!

           

~pattt


























CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.