FESTIWAL TRANSGRESJE FURIA 2017 - RELACJA I VLOG FESTIWALOWY

00:29


II edycja festiwalu Transgresje za nami! Od czwartku 21 września do niedzieli 24 września, Toruniem zawładnęła "Furia". Cztery dni pełne różnorodnej Muzyki po raz kolejny pokazały jej piękne oblicze. Muzyka nie ma granic, nie ma barier, zwłaszcza tych językowych, co udowodnił islandzki duet  Úlfur Úlfur, a przypieczętowali chłopaki z Białorusi - Super Besse. We vlogu zobaczycie wszystkich występujących. Na chwilę obecną przygotowałem dla Was relację video w postaci wspomnianego już kolejnego vloga festiwalowego. Konkretna relacja ze zdjęciami po moim powrocie z gór :) 


PS. Zdradzę Wam, że koncert Úlfur Úlfur oraz możliwość poznania chłopaków osobiście, uważam za wisienkę na torcie tego festiwalu - wisienkę daną mi już na samym jego otwarciu. Dodatkowo, znalazłem miejsce na spektakl "Plac Aniołów", bo przecież toruńska starówka świętowała w tym czasie 20-lecie wpisania na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Także była to taka impreza "towarzysząca", jednakże podkreślam, że nie była częścią festiwalu Transgresje. Warto było spóźnić się chwilę na Krzysztofa Zalewskiego, by obrosnąć w piórka.

Specjalne podziękowania dla NRD Klub, Fundacji Emic, osobiście poznanych CTRL'ujących, oraz wszystkich osób, które przyczyniły się do tego, że czas spędzony na festiwalu uciekał wręcz przez palce.


Uzupełnienie wpisu / 05.10.2017
Wróciłem z gór, zdobyłem najwyższy szczyt Polski - przypominam, że wciąż są to Rysy, i mogę napisać Wam kilka słów więcej o festiwalu Transgresje. Po bardzo obiektywnym vlogu, którego mogliście obejrzeć w pierwszej kolejności, przychodzi czas na wrażenia prosto z muzycznego serca. CTRL'ujący wiedzą, że nie owijam, dlatego zapraszam do lektury, która miejscami Was zaskoczy.


Koncerty odbywały się w dwóch miejscach: Tumulcie - miejscu dawnego zboru ewangelickiego na Rynku Nowomiejskim w Toruniu, oraz kilka kroków dalej, czyli w klubie NRD. Ale spokojnie z wyobrażeniami. Transgresje to skromny festiwal o dużym potencjalne, dlatego miasteczka festiwalowego wypełnionego atrakcjami i foodtruckami tutaj nie było, a wszystko opierało się na Muzyce skierowanej do różnych odbiorców. Mogliście wybierać, poznawać, a w chwilach zwątpienia opuścić teren koncertowy. Pomysł na odpalenie sceny, a właściwie dwóch scen w Tumulcie uważam za dobre rozwiązanie. Kiedy na jednej z nich kończył się koncert, zaraz na drugiej załączał się następny, niczym w programie "Later… with Jools Holland". Trzeba również podkreślić, że niektóre koncerty artystów spokojnie mogły przenieść się do klubu NRD - ze względu na niską frekwencję lepszy odbiór i klimat byłby właśnie tam.


Podczas drugiego dnia gwiazdą wieczoru był Blank Banshee, który rozbujał nieco ospałą publikę po wcześniejszych koncertach. Zwłaszcza, mam tutaj na myśli artystę z  Litwy - Arturasa Bumsteinasa oraz polską Jesień, która wcale nie była taka piękna i kolorowa, a swoim lirycznym przekazem miała niewiele do powiedzenia. Przedłużające się utwory, wydawały się sztucznie naciągane, jakby z braku pomysłu, i wcale nie ratowały sytuacji. Natomiast wielkim zaskoczeniem okazała się dziewczyna występująca pod pseudonimem artystycznym The Pau. Ciekawa koncepcja nagrania wszystkich partii instrumentalnych i odtwarzanie ich z .mp3, stojąc tylko z gitarą naprzeciw publiki. Dodatkowo świetny wokal, miejscami przypominający pazur Kasi Nosowskiej. Koncert zakończył się niespodzianką, ponieważ do osamotnionej dziewczyny dołączył cały zespół, który dorzucił na pierwszy plan instrumenty puszczane wcześniej z urządzenia przenośnego. Barwa i jakość występu od razu poszła w górę. Momentami słyszałem tu inspiracje projektem Juliana Casablancasa (The Strokes) z zespołem The Voidz - "Where No Eagles Fly" -  zwłaszcza ten utwór przed "Walczykiem", ekhm... jak mu tam było? Starałem się skontaktować z The Pau, ale odpowiedzi nie uzyskałem.


Dzień trzeci, sobota.
Weekend w pełni i od razu więcej ludzi na koncertach. Dobry ruch, by przenieść wszystko na tumultowe sceny. Na start Krzysztof Zalewski, czyli artysta, który długo przebijał się od Idola do solowej kariery, po drodze współpracując chociażby z Moniką Brodką. Widać było, że scena jest mu pisana, a te wszystkie lata w cieniu zbudowały w nim jakość trudną do podrobienia. Chyba najlepszy jakościowo koncert Transgresji. Białorusini z Super Besse mieli jednak podwójną robotę do wykonania. Na obcym terenie, bez perkusisty, który złamał sobie nogę, musieli dać z siebie więcej niż inni artyści. Udało się bezbłędnie. Na scenie zabrzmiał Joy Division? Większość od razu miała tę nazwę na języku. Ja widziałem tutaj również śp. Grzegorza Ciechowskiego, który swoją nutką psychodelii i scenicznym oddaniem się muzyce, zawsze fascynował publiczność. Republika i Joy Division w wersji białoruskiej. To moje odczucia. Jeżeli jednym z zamierzeń festiwalu jest odkrywanie nowej muzyki, to Super Besse byli strzałem w dziesiątkę. Po tym świetnym koncercie przyszedł czas na Furię, czyli naprawdę mocne brzmienia, które o dziwo nie były zwykłą "napierdalanką". Bez problemu można było odróżnić poszczególne utwory, a nawet wychwycić słowa piosenek. Dzień kończył się w klubie NRD - Rhythm Baboon oraz dj Furia przygrywali ciągnącym się do białego rana rozmowom o muzyce, i nie tylko. Przy okazji pozdrawiam całą ekipę zespołu Sztokholm.



Dzień czwarty i ostatni, niedziela.
Tego dnia był jeden problem, a właściwie PRO8L3M, który naruszył całe fundamenty festiwalu Transgresje. Mógłbym również napisać, że był to dzień z cyklu "podpatrzone na OFFie", ponieważ PRO8L3M, jak i Islam Chipsy występowali wcześniej na katowickim festiwalu. Kiedy widziałem kolegów z branży, młodszych i o wiele starszych, którzy skakali pod sceną przy rapsach z tekstami płytszymi niczym kałuża pod moim blokiem, zacząłem zastanawiać się nad fenomenem tego talent show. Do dzisiaj nie wiem, o co chodzi? PS. Kolega po przeczytaniu tych słów starał się pokazać mi, że teksty mają tu jednak jakąś wartość. Jak sam pisze: "Zobaczysz, jeszcze się przekonasz, też po pierwszych odsłuchach byłem sceptyczny. Wspomnisz moje słowa". Być może 35 minut to zbyt mało na pokazanie się z najlepszej strony. Bity dawały radę, ale reszta po prostu nie pasowała mi do całości, bo przecież nie musi. Na festiwalu Transgresje widziałem natomiast ciekawą przypadłość. Większość obecnych, po "problemie" opuściła Tumult. Koneserów muzyki (niestety) było tutaj mało. Dzień sam w sobie był bardzo ciekawy i instrumentalny. Niechęć pięknie otworzyła bramy Tumultu. Na małej scenie zmieściło się pięciu muzyków, z których każdy miał coś do przekazania i wyróżniał się na tle swoich kompanów. Szalony klawiszowiec, zadziorny saksofon, opanowany bas, opętany muzyką gitarzysta, przeżywający nawet lekkie uderzenie w talerze perkusista. Koncert zaskakująco dobry. NERVY z A_GIMem na czele, to taki sztos ostatniego dnia. Dzeljilji po raz kolejny dorzuca do swojej twórczości coś niezwykle ciekawego i stawia na żywe instrumenty symfoniczne oraz perkusję, gdzie sam staje za konsolą pełną elektronicznych dźwięków. Była to mieszanka, która uderzyła do głowy i rozbujała nawet największego sztywniaka. Przejścia z instrumentów na sample muzyki elektronicznej i na odwrót, oraz łączenie tego wszystkiego w jedną spójną całość okazało się czystym pokazem sztuki. Agim, kłaniam się nisko! Świetny projekt! Bardzo cieszę się, że mogliśmy poznać się osobiście na tegorocznym festiwalu Metronome w Pradze i po raz kolejny przybić piątkę po występie, tym razem tutaj w Toruniu. Na koniec zagrali wspomniani wcześniej Egipcjanie z Islam Chipsy. Z uśmiechem na twarzy zakończyliśmy więc cały festiwal... 


...festiwal, który ma ogromny potencjał i mam nadzieję wykorzysta swoją siłę w kolejnych latach.


Nie zapomnijcie obejrzeć vloga festiwalowego!
Więcej zdjęć na dole wpisu :)












































CTRL'uj Muzykę!
Muzyka Łączy!

           







CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.