SKATERS - ROCK and ROLL Bye Bye LP - powrót chłopaków z NYC i kilka słów o pasji oraz niezależności w przemyśle muzycznym

21:16



Młode zespoły działają szybko. Kiedy podpiszą swój pierwszy kontrakt płytowy palą się do nagrania debiutanckiego albumu. Jeżeli współpraca z wytwórnią idzie dobrze, przeważnie po roku pisze się drugą płytę, by słuch nie zaginął. Ale nie zawsze jest tak wesoło. Bo kiedy wytwórnia zaczyna narzucać coś, czego zespół nie czuje, nawiązują się konflikty. SKATERS, to jeden z wielu takich przykładów. Układ z Warner Brothers Records nie szedł za dobrze. Panowie postanowili wrócić do miana bycia niezależnym. Jak sami piszą: "SKATERS has reclaimed its independent spirit and are back". Nowy album wydają po 3 latach! Niecały rok temu wypuścili EP-kę pod taką samą nazwą jak nadchodzący "ROCK and ROLL Bye Bye LP" - z tym, że jak sami widzicie, zmieniono końcówkę z EP na LP. Nowa płyta ma być wolnym duchowo wydawnictwem, który obejmuje elastyczność, inspirację i motywację możliwą do uzyskania w dzisiejszym przemyśle muzycznym.

Niezależność
Nie dziwię się chłopakom. Kiedy masz swoją wizję tworzenia Muzyki, a ktoś po prostu chce ci ją zmienić, bądź współpracować z na kompletnie wymyślonych zasadach - buntujesz się i wolisz działać tam, gdzie, oraz z kim czujesz się najlepiej - czyli na swoim podwórku. Po części identyfikuję się z tymi młodymi zespołami. Wierzcie lub nie, ale podczas tworzenia tego bloga i dzielenia się pasją do Muzyki miałem kilka naprawdę ciekawych ofert współpracy, z których nic nie wychodziło. Powód? Wyobraźcie sobie taką sytuację. Pisze do Was ktoś wyżej postawiony w branży: "Cześć, świetnie piszesz, masz lekkie pióro, podobają nam się Twoje teksty, bla bla bla..., chcielibyśmy nawiązać z Tobą współpracę". Myślę sobie, o super, kolejna osoba zobaczyła prawdziwą pasję i człowieka, który naprawdę, bez żadnej ściemy dzieli się z ludźmi Muzyką - "takiej osoby szukaliśmy i chcemy na swoim pokładzie!". Piszą dalej: "Słuchaj, możemy zaoferować Ci wejściówki na te i na te koncerty, dostaniesz też kilka biletów na rozdanie swoim fanom, płyty, itd.". Kolorowo, prawda? Ale nadchodzi zbicie. Jak dokładnie ma wyglądać współpraca - pytam? "Podeślemy Ci kilka zespołów i musiałbyś napisać o nich kilka fajnych słów". Wait, Wait, słucham?? Musiałbym napisać coś fajnego, nawet jeżeli coś nie jest fajne, w zamian za kilka benefitów? Dużo osób bez zastanowienia zgodziłoby się na działanie wbrew sobie, swoim odczuciom i po prostu wbrew tego co słyszą z płynących dźwięków. Na szczęście, w tym całym wirze były udane doświadczenia współpracy, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła i zdobyć nowe doświadczenia. Natomiast wspomniane dewiacje możecie zauważyć na (przeważnie) wszystkich większych portalach "muzycznych" - muzycznych z nazwy rzecz jasna. Jeden przez drugiego pisze wciąż o tym samym, nawet tego samego dnia. Przypadek? Rock and Roll Bye Bye!


Mali nie są doceniani
Dziś, wielkość, klasę i "jakość" wyznaczają lajki na facebooku, a nie treść przekazu i pasja z tym związana. Wiecie, jak wiele tych polubień było kupionych, w celu dostania akredytacji na jakiś większy festiwal? Wystarczy spojrzeć ile osób z 20-tysięcznej publiki reaguje na określone posty. Większość z nich to booty i konta utworzone dla ściemy, produkowane sztucznie, dla takich właśnie działań. Liczą się kliknięcia w stronę, w reklamę, zasięgi - choćby nie wiem jak sztuczne były. Jakość przekazu dla wielu nie ma znaczenia. Zresztą spójrzcie tylko ile tekstu oferują w swoich postach niektóre portale - niekiedy nawet 2-3 puste zdania. Nie wspomnę już o jakości tego "dziennikarstwa" i niekończących się konkursach, które sztucznie podbijają statystyki. Pasja do Muzyki? Zaczynają pytać... "yyy a co to, Ty tak na poważnie?". Słyszałem opinię "ekspertów", że niezależność kosztuje i w pewnym momencie po prostu poddajesz się, tracisz siłę i pasja znika. Mogę co najwyżej zgodzić się z tym pierwszym - faktycznie niezależność kosztuje - na pewno sporo lajków na facebooku. W innym przypadku miałbym ich tysiące na koncie, pewnie pieniędzy również. Szkoda też, że nie wymyśliłem jakiejś chwytliwej nazwy tylko CTRL PATTT!? Czy mnie popieprzyło? Przecież mógłbym stworzyć stronę, pt. "Muzyka, która rozpieszcza słuch" i w ciemno dostawać lajki bez względu na wartość przekazu. Ba, nawet kupowanie lajków, by się nie opłacało. Chciałem jednak, aby ludzie odwiedzający moją stronę na fb czy blogu, wysilili się trochę i zaciekawili o czym piszę, jak potrafię zarazić Muzyką. Zadajcie sobie pytanie, ile razy w ciemno polubiliście jakąś stronę, ponieważ widzieliście z góry ile ma polubień? Poza tym, wolę spać spokojnie i czuć, że to co robię jest prawdziwe i pochodzi ze środka, z serca - z pasji. Niektórzy teraz pomyślą, że z takim podejściem to nic nie ugram. Statystyki blogowe mówią co innego. Kiedy polskie portaliki muzyczne chwalą się odwiedzinami rzędu 30K/miesiąc przy 20K like'ów na facebooku, blog ctrl alternative music osiąga średnio 15K przy prawie 400 like'ów! Zaraz przypomina mi się cytat przypisany Albertowi Einsteinowi: "Nie wszystko, co się liczy, jest policzalne, i nie wszystko, co jest policzalne, naprawdę się liczy". Mam nadzieję, że rozumiecie do czego zmierzam. Liczy się przekaz, liczy się pasja. Ludzie to widzą i doceniają, chociaż bierność w myśleniu u niektórych nie załącza szerszego pola widzenia.

Tylko czy niezależność oznacza wystawienie 4 liter na cały świat i uważanie siebie za jedynego w swoim rodzaju? Oczywiście, że nie. Podpadałoby to pod pyszność, która niestety króluje w dzisiejszym świecie. Każdy z nas, chciałby stworzyć naprawdę dobrą współpracę opierającą się na pasji do Muzyki, coś naprawdę prawdziwego, bez sztuczności, by zachować w tym wszystkim niezależność. Wierzę, że gdzieś tam istnieją ludzie, którzy czują podobnie i z takimi na pewno warto będzie podjąć współpracę. Ponieważ ukończyłem studia o kierunku Finanse i Rachunkowość (myśleliście, że dziennikarstwo muzyczne?), zaczynam porównywać siebie do tzw. Aniołów Biznesu. Przyjdzie czas, że każdego wolnego strzelca w końcu ktoś złapie - ważne, by nie podciął mu skrzydeł. A jeżeli ktoś Wam podcina skrzydła, wiecie co macie zrobić. I te słowa nie tyczą się tylko zespołów czy blogerów, ale każdego z Was. To tak w wielkim skrócie. Liczę na to, że szczerość bijąca z tego wpisu zrobi małą wyrwę w systemie.

Nowy album SKATERS trafi do sklepów 24 marca dzięki wytwórni Yonks Records. Więcej o chłopakach z NYC poczytacie we wcześniejszym wpisie -> TUTAJ. Tym razem zespół zapowiada dźwięki zbliżone bliżej brytyjskich klimatów - britpopu, co słychać w udostępnionych kawałkach -> TUTAJ. Poniżej pierwszy singiel promujący - IN YOUR HEAD, który swoją prostotą i chwytliwością - łapie za serce. Ile razy miałeś wrażenie, że ktoś wyślizgnął Ci się z dłoni, ponieważ nie miałeś odwagi powiedzieć wszystkiego wprost i teraz tego żałujesz? Zakończonej czy niedoszłej miłości, przyjaźni, współpracy? "I always say tomorrow because everything's too hard to fix right now / But you couldn't wait that long / I missed you".

Damn. Jestem zbyt wrażliwy na ten biznes ;)





Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!

~pattt


CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.