Wolf Alice, Gengahr - Warszawa, Hybrydy (07.09.2016) / Konkretna Relacja

21:02


7 września Wolf Alice z supportem Gengahr po raz kolejny wystąpili w Polsce. Ci pierwsi gościli w 2013 roku na evencie "From Brighton to Warsaw" organizowanym przez British Council Music. Dopiero 2 lata później pojawili się na głównej scenie Orange Warsaw Festival. Gengahr zaprezentowali się polskiej publiczności na zeszłorocznej odsłonie Soundrive Festival w Gdańsku. Wolf Alice mieli jednak mniej szczęścia na start. Na wspomnianym już OWF grali dla dwóch rzędów "fanów"(?) i nic nie zapowiadało, by kiedykolwiek powrócili w nasze strony. Niestety, jest to jeden z kolejnych już niedocenionych zespołów w Polsce. Sprzedajne portaliki "muzyczne" piszą o takich zespołach wtedy, kiedy muszą, a ludzie niestety coraz mniej sięgają sami po coś więcej. Czasami mam wrażenie, że tych wielkich pasjonatów Muzyki została ostatnia garstka. Dlatego, tak cholernie doceniam te moje niekupione 379 like'ów na facebooku i ludzi, z którymi spotykam się na kameralnych koncertach, festiwalach - gdzie liczy się Muzyka. Ważne, że Wolf Alice nie zniechęcili się, a wieczór w warszawskim klubie Hybrydy zostanie dla wielu jednym z lepszych, jak nie najlepszych wspomnień koncertowych.  


Na początku zacznę od mniej przyjemnych rzeczy, a mianowicie organizacji całego wydarzenia. Tak sobie myślę, bo jak ja tego nie napiszę, to któż inny? Przejdę od razu do konkretów. Bilet na wydarzenie miałem zamiar kupić na miejscu. 20 minut przed otwarciem drzwi pojawiłem się pod klubem. Kolejka nie powalała jak na Royal Blood, kiedy Złota wzbudzała podziw przechodniów, ale nie była też najmniejsza. Punktualnie o 18 otworzyły się drzwi i podszedłem do kasy. Zdziwiłem się bardzo, gdyż organizator nie przewidział możliwości płatności kartą za zakup biletu. Sytuacja "zabawna". Gdybym stał od godziny 12:00 jak inne osoby (które na szczęście dla nich miały bilet) i dostał takiego strzała na wstępie, z lekka bym się zdenerwował. Teraz zatrzymajcie się i przeczytajcie raz jeszcze. Wyobrażacie to sobie? Chłopak z obsługi poinformował mnie, że w pobliżu mam kilka bankomatów: "ogarniesz szybko" - powiedział. Straciłem dodatkowe 10 minut i miejsce pod samą sceną. To nie koniec niespodzianek. Wracam i kupuję "bilet". Zobaczcie tylko co dostałem.


Po koncertach zacząłem myśleć, że czytniki wraz z profesjonalnymi drukarkami biletowymi trafiły do klubu Hydrozagadka. Skąd te przypuszczenia? Spójrzcie na obrazek po prawej stronie. Nie chcę tłumaczyć GO AHEAD, ale jeżeli sprzedaż biletów nie idzie za dobrze, to mimo wszystko nie ciąłbym kosztów w takich miejscach. Jeżeli chodzi o samą frekwencję - zapewniam, nie była wcale mała. Klub był ładnie zapełniony, a pod kameralną sceną ustawiła się grupka oddanych fanów oraz tych bardziej ciekawskich osób. Reszta piwkowała gdzieś po kątach i czekała za pierwszymi dźwiękami. Bez spiny, przepychania, chamstwa. Wszystko w przyjaznej, dosyć kameralnej i intymnej atmosferze. Nie było również barierek, co tylko podkreślało cały klimat wieczoru. Plus za to.


Równo o 18:45 na scenie pojawili się chłopacy z GENGAHR. Zagrali kilka kawałków
z debiutanckiej płyty, z jednym premierowym zapowiadającym drugi album! Brytyjski indie rock płynął ze sceny. Charakterystyczne gitarowe brzmienie zespołu bez wątpienia wyróżnia go na tle innych kapel, ale czy 30 minut wystarczyło, aby zyskać nowych fanów? Dodatkowo, w odbioru koncertu przeszkadzał strasznie pierdzący głośnik, który szczęśliwie zniknął przed Wolf Alice, jednakże do samego końca był takim wrzodem na... pośladku. Dało się przeżyć. Przypomnę tylko, że debiutancka płyta Gengahr została przeze mnie wyróżniona w podsumowaniu roku 2015! Było dobrze, ale za krótko!



19:30 - WOLF ALICE
Zaczęli od tajemniczego "new intro" - nieco ponad minutowa mocna rozgrzewka palców oraz instrumentów, no i fanów rzecz jasna. Przywitanie godne Wolf Alice! Po chwili szybkie przejście do energicznego "Your Love's Whore". Już w tym miejscu można było poczuć, że będzie to wyjątkowy i bardzo dobry koncert. Klasę każdego zespołu podkreślają występy live. W studiu nagraniowym można zastosować każdy efekt. Na scenie, przed publiką trzeba pokazać się z jeszcze lepszej strony. Taka właśnie myśl przyszła mi po otwierającym kawałku: "wow, wersja albumowa świetna, ale live - kompletna perfekcja!".  Tutaj wszystko musi współgrać. Bałem się trochę o wokal Ellie, ale jak widać niepotrzebnie. Mocna, ale zarazem delikatna barwa dopasowana do poszczególnego utworu. Pazur i balladowy spokój jednocześnie. Poza tym, skradła mi dziewczyna serce...




Zgranie zespołu, kontakt z publiką, energia od początku do końca, plus trochę szaleństwa scenicznego bardzo dobrze zrównoważonego - by nie przesadzić - to wszystko było i wpłynęło na cały odbiór show. Joff wywijał na gitarze i wyciągał z niej znakomite dźwięki, za co pochwaliłem go w swobodnej rozmowie po koncercie. Theo czarował basem i zachęcał publikę do jeszcze lepszej zabawy. Perkusista Joel miał swoje dłuższe 5 minut przy pięknie wykonanym "Swallowtail". Po rozgrzaniu wszystkich do czerwoności kawałkiem "Moaning Lisa Smile" zespół zszedł ze sceny. Wołanie o bis było przeogromne. Oklaski wydawały się nie mieć końca. Zadowoleni i chyba trochę zaskoczeni tak dobrym przyjęciem Wolf Alice powrócili, by dograć 3 ostatnie utwory. Klimatyczny  i spokojny "Turn To Dust"/"Blush" oraz konkretny "Giant Peach" na koniec!

Odpalcie poniższe video i przekonajcie się sami!


Chciałem też pochwalić grupkę naprawdę wielkich fanów, jakich poznałem jeszcze przed wejściem na koncert. Każdą piosenkę wyśpiewaliście, flaga Polski z napisem "We're so lucky you r our best band", była strzałem w dziesiątkę, przez co utwór "Bros" dostał nowego życia, a tak szczery uśmiech na twarzy Ellie i całego zespołu był bez wątpienia nagrodą za całe przygotowania i wyczekiwania przed klubem. Bawiliście się jak nikt inny na tym koncercie. Kostki, setlisty i cały zestaw giftów nie mógł trafić w ręce nikogo innego. Takie obrazki zapisują się w pamięci. Będzie i jest co wspominać.

Poniższe setlisty z podpisami publikuję dzięki uprzejmości wspomnianych fanów, dziękując zarazem za wspólną zabawę.


Trzeba podkreślić, że dzięki takim koncertom zanika gdzieś bariera fan-zespół. Po całym evencie można było swobodnie porozmawiać z wszystkimi artystami, niczym z dobrymi znajomymi. Były oczywiście zdjęcia i autografy, ale to już taki smaczny dodatek.
Było pięknie.

Jeżeli czujesz podobnie, przekaż muzyczną nowinę dalej!
Niech wszyscy zobaczą, co ich ominęło ;)











Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!

~pattt

CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.