Jamie T, Palace - 09.02.2015, Berlin, FritzClub im Postbahnhof (konkretna relacja)

20:12


Jak wrócić do pisania, to tylko z porządnym kopem.
I chociaż od mojej wizyty w Berlinie minął już miesiąc, to wrażenia z koncertu są wciąż żywe.
Zapraszam do konkretnej relacji :)


A wszystko zaczęło się dużo wcześniej, bo w roku 2007, kiedy za sprawą mojej ulubionej stacji MTV2 i Zane'a Lowe (kojarzonego wtedy jako Gonzo) usłyszałem "If You Got The Money". Melodyjność, chwytliwość i wyjątkowość tego kawałka sprawiła, że chciałem więcej. Następne czynności były standardowe, czyli szukanie informacji o tym, kim jest ten chłopak, starszy ode mnie zaledwie o 2 lata. Pochłanianie kolejnych utworów jak i pierwszej płyty, którą miał na swoim koncie, stało się czystą przyjemnością. W szczególności pod wrażeniem byłem nawijki lirycznej znanej bardziej z hip-hopowych produkcji. Oczywiście zabieg ten wpadł mi w ucho już rok wcześniej, kiedy Alex Turner wydał z Arctic Monkeys jeden z najlepszych debiutów jakie rynek muzyczny mógł sobie wymarzyć. Jednakże "Panic Prevention" miał to, co jeszcze bardziej wyróżniało go na tle pozostałych. To jak połączenie wszystkich najlepszych cech The Streets, The Libertines i wspomnianych Arctic Monkeys. W 2015 roku mija 7 lat od tego znakomitego debiutu. I chociaż przez ten szmat czasu muzyka bardzo się zmieniła, to słuchanie takich perełek przywraca ciarki pierwszych odtworzeń płyty.

Dla mnie, Jamie T jest jednym z najbardziej uzdolnionych artystów jakich zrodziła Anglia. Obecnie na swoim koncie ma 3 potężne albumy, z czego najnowszy "Carry on the Grudge" (2014) zdobył wielkie uznanie wśród wszystkich recenzentów. Spójrzcie na te oceny, miejsca w oficjalnych zestawieniach albumowych, nominacje i zdobyte nagrody. W autobiografii NME Jamie T nazywany jest jako "one man Arctic Monkey", a jego muzyczny debiut: "it's the sound of a pirate radio station you wish existed: a rag-bag of ska-punk, junk-shop hip-hop, DIY drum'n'bass and vocal interludes sequenced to flow like a mix-tape" - nic dodać, nic ująć. Dalej jest tylko lepiej.


Sami widzicie, nie mogłem ominąć koncertu w Berlinie, po prostu musiałem tam być. Cały czas widzę, jak znakomici artyści omijają Polskę, bo przecież komercha i hajs z niej płynący sprzedają się najlepiej. Mała prośba do wszystkich polskich agencji - zróbcie czasem coś dla ludzi, którzy cenią w Muzyce sporo więcej, ok?

PALACE (support)
Czwórkę z Londynu poznałem przeszukując zasoby soundcloud'a. Tam w szczególności prezentują swoją muzykę nowe zespoły. Pamiętam jak dodałem kilka utworów grupy do swoich ulubionych i od czasu do czasu coś tam sobie załączałem. Coś, bo za dużo na koncie to oni nie mają, jedna ep-ka i kilka nieopublikowanych traków. Po ogłoszeniu supportu Palace, nie skojarzyłem nazwy zespołu, ale kiedy połączyłem wszystkie kropki, pomyślałem - będzie dobrze! Niestety innego zdania była niemiecka publika i podczas koncertu gęby chodziły jak katarynki. Taki brak szacunku dla artysty jest bardzo irytujący. Zwróćcie uwagę, jak będziecie oglądać vlog z wydarzenia. Na szczęście Palace dali radę, chociaż ich gitarowe nuty i spokojne piosenki trafiły do nielicznych. Nie trudno było zauważyć, że chłopaki mają małą nerwówkę na scenie. Często wymieniali ze sobą spojrzenia mówiące, np. "ups, nie ten dźwięk, następnym razem będzie lepiej". Były też szczere uśmiechy, gdy cały utwór został bezbłędnie zagrany. Takie smaczki, może niewidoczne przez wielu, są czymś mega pozytywnym i zdarzają się każdemu początkującemu. Palace w wywiadach wspominają swoje pierwsze występy supportujące powrót Jamiego: "Na początku myśleliśmy, że jesteśmy żarciem dla lwów, ponieważ kolejki na zewnątrz były nieprawdopodobne i pełne tych gości bez koszulek, napitych i rozpalonych, którzy nie wiedzieli kim do cholery my jesteśmy!". Na szczęście wtedy, jak i teraz w Berlinie, widownia należycie podziękowała za krótki i dobry koncert. 

Jamie T
Zaraz po supporcie weszła ekipa przygotowująca sprzęt do koncertu Jamiego. Szczególną uwagę zwrócił jeden gość - Garry, który po chwili został zupełnie sam na scenie i przez dobre 30 minut ustawiał każdy instrument z osobna. Taki starszy typ człowieka, na filmiku zobaczycie go w momencie, kiedy poprawia statyw Jamiego. Uwierzcie mi, byłem na wielu koncertach w życiu, ale dawno nie widziałem kogoś tak oddanego swojej robocie. Jedna gitarka, druga, perkusja, to zaraz powrót i upewnienie się czy oby na pewno jest wszystko cacy. Fani zniecierpliwieni, ale Garry nie odpuścił. Pełen profesjonalizm. Piszę o tym, ponieważ ten genialny koncert był sukcesem tych wszystkich ludzi. Jamie T ma potężną ekipę - od tej "brudnej" roboty i tę z którą występuje na scenie: perkusistka (!), basista po prawej, na lewo kolejny mega pozytywny członek zespołu grający na każdej możliwej gitarze (w tym ukelele!), z tyłu klawiszowiec. Wszyscy śpiewają i bawią się przy tym jak nikt inny! Jamie T zawładnął tłumem niczym Alex Turner - podobna fryzura i skóra, sceniczne wygibasy i cwaniactwo - na szczęście bardziej przyjazne. Nie było żadnego gwiazdorzenia, nawet sztucznego. Stąd też zmiażdżył kontaktem z publicznością. Były żarty, komentarze i ten pozytywny, muzyczny przekaz, na który liczyłem. Setlista stanowiła mieszankę wszystkich albumów i oczywiście nie zabrakło na niej szlagierów w postaci "If You Got The Money" czy "Sticks 'N' Stones" zagranych na sam koniec. Znalazł się oczywiście "Zombie" z charakterystycznie wyśpiewanym przez tłum wstępem, "British Intelligence" z polską wstawką liryczną, akustyczny i zarazem jeden z moich ulubionych "Emily's Heart". "Spider's Web" to popisówka dla Pana z lewej strony, grającego na ukelele (wszystko zobaczycie na vogu! Magia!) Szkoda "Chaka Demus", ale wszystkiego mieć nie można. Dziwna sprawa, bo patrzę teraz na pierwszą część zdobytej setlisty i kolejność w ogóle nie pokrywa się z tym jak grane były poszczególne kawałki. Strona setlist.fm również jest zagubiona. Zobaczcie sami. Wygląda na to, że prawda zawarta jest w koncertowym vlogu :)



Prawie półtora godzinny występ zleciał w mgnieniu oka, przy młynie bawiących się do ostatniej kropli potu fanów. Po Royal Blood pisałem o najlepszym koncercie życia, szybko poprzeczka została podniesiona przez Jamiego T. Marzenia trzeba spełniać, a te nie było wcale trudne do zrealizowania. Obejrzyjcie vloga koncertowego oraz osobne wstawki, które wrzucę lada dzień. Po raz drugi zabrałem Was pod scenę! Niech inni zobaczą, niech inni usłyszą.

W tym miejscu zazdroszczę wszystkim tym, którzy dopiero co zapoznają się z dyskografią Jamiego. Przed Wami kawał dobrej, muzycznej przygody!
Pamiętajcie, że każdy LIKE zwiększa pole zasięgu nowych fanów Jamiego T jak i Palace. Zróbmy więc małe zamieszanie, a może wkrótce odwiedzą nas w Polsce? Oj, chciałbym! :)

~pattt



Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką!
Wbijajcie na fejsa!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!


Poniżej vlog koncertowy oraz kilka zdjęć!
Enjoy!




CTRL'uj Muzykę! :)

CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.