Royal Blood, Mini Mansions - 14.01.2015, Palladium, Warszawa (konkretna relacja)

18:59


W końcu mogę to napisać: cel zrealizowany!
Przed Wami relacja z warszawskiego koncertu Royal Blood i Mini Mansions.
Dwa szybkie, ale intensywne numerki ;) Jeżeli ktoś z Was trafił do mnie po raz pierwszy, musi wiedzieć coś od początku - większego fana Royal Blood w Polsce nie ma i nie będzie! Ok, liczę na to, że po tej relacji i koncercie będę miał godnych towarzyszy. 

Nie należę też do żadnych śmieciowych, polskich portalików "muzycznych", które poza konkursami nic nie oferują, a o magicznym duecie zaczęły pisać dopiero po zeszłorocznym Open'erze - bo podłoga nie wytrzymała. Zastanawiam się z jakiej racji Wasze naklejki lądują na płytach? Zacznijcie w końcu ogarniać temat - Muzyka to nie tylko dwa smętne zespoły na krzyż.

Ale do rzeczy!
Po tym, jak zabrakło mnie w Gdyni na pierwszym koncercie Royal Blood, powiedziałem sobie - nigdy więcej! Kiedy do sprzedaży trafiły bilety na styczniowy event, nie zastanawiałem się ani sekundy nad kupnem. Dobrze zrobiłem, ponieważ jak okazało się później - wszystkie wejściówki zostały wyprzedane! Przeczucie mnie nie zawiodło, a duma rozpierała jeszcze bardziej, jak zobaczyłem tę niemającą końca kolejkę na ulicy Złotej. Poniższy VLOG koncertowy całkiem dobrze Wam to zobrazuje. 

Mini Mansions.
Jak w zegarku!
Równo o 20:00 w roli supportu wyszło trio z Mini Mansions. Przez dobre 30 minut mogliśmy zapoznać się z twórczością Amerykanów, która z muzyką Queens of the Stone Age, poza basistą, nie ma nic wspólnego. Kawałki wolne, szybsze, riffowe, klawiszowe i z nutką psychodelii rozpoczęły wieczór w Palladium. I chociaż miejscami czuło się zniecierpliwionych fanów Royal Blood, to chyba nikt nie może zarzucić Mini Mansions słabego występu - krótkiego owszem. Jedna płyta na koncie, kolejna w drodze, dwie ep-ki i zaledwie pół godziny na scenie. Niestety, przy "Vertigo" Alex Turner pozostał w ukryciu i nie wyszedł na wspólny wykon, jak TUTAJ! ;)

ROYAL BLOOD.
W centrum wydarzeń.

Onet.pl pisze: "Pół roku póź­niej Royal Blood po­wró­ci­li do Pol­ski i na wy­prze­da­nym kon­cer­cie sta­ra­li się udo­wod­nić, że nie są wy­łącz­nie "ze­spo­łem od za­ła­ma­nej pod­ło­gi". Niezła łatka. Równie dobrze, gdyby Palladium rozpadło się 14 stycznia, RB mogliby zostać mistrzami rozbiórki budynków. Mało brakowało, ale... redaktorzy onetu jak zwykkle dali popis? Następny hit - kamera stacji tvn24 po koncercie i wywiad z uczestnikami - chyba dostali cynk, że na Złotej coś się dzieje, bo chodnik zablokowany i Warszawiacy nie mogą normalnie przejść.

START!
Mike i Ben pojawili się na scenie przy dźwiękach brudnego, starego, dobrego rapu -  Pharoahe Monch - "Simon Says" i przez kolejne 45 minut przekazali zgromadzonym energii na cały rok. Po co nam jakieś elektrownie jądrowe, skoro mamy Royal Blood? Album zagrany perfekcyjnie z jednym b-sidem na osłodę. Dla porównania dodaję setlistę z Open'era i Warszawy. Przypomnę, że na Opku Panowie byli jeszcze bez debiutanckiej płyty.


Tak jak mieliście okazję posłuchać twórczości Royalsów w domowym zaciszu, tak koncertowe zetknięcie z duetem jest zupełnie nowym doświadczeniem. Ze studyjnych nagrań potrafią wyciągnąć 2x więcej. Debiutancki krążek dostaje tutaj nowe życie, którego nie usłyszycie na płycie. Jest mocniej, jest zadziorniej, jest po prostu jeszcze lepiej. "Hole", grany na przywitanie od pierwszych live'ów,  został od nowego roku zastąpiony "Come On Over" i wypadł z setlisty. Reszta praktycznie bez zmian. Po tajemniczym wejściu do "Ten Tonne Skeleton" pomyślałem - o ja... nowy trak?? Ale nie, nie, jeszcze za szybko na takie ekskluziwy. Uwielbiam "Loose Change" i przeciągnięty na maxa "Out ot the Black" - przepyszny rozpierdol - nie bójmy się tego słowa.

A jak kontakt z publiką?
Mike wyuczył się słów "Kocham Was" i miał ściągawę z napisem "jesteście zajebiści", ale to Ben przebił wszystko! Sympatycznie uśmiechał się i machał do wszystkich, a na sam koniec podskoczył do barierek (ze sceny, która była dosyć wysoko postawiona) i zaczął bawić się kamerką GoPro jednego z fanów, by zaraz wrócić i dokończyć "Out of the Black" - siedzisko wraz z talerzami perkusji wyleciały w powietrze! Szczerze, po takim show liczyłem na bis, nawet byłem święcie przekonany, że nastąpi on z automatu. A tu zonk. Szkoda, ponieważ zasłużyliśmy na to! Byliśmy zajebiście zgrani, przyjęliśmy zespół najlepiej jak tylko się dało. Kocioł był, ludzie latali nad głowami, wyśpiewali wszystkie single, zdarli gardła i zarobili kilka siniaków - ojj, będą one przypominać jeszcze przez kilka dni o tym, co działo się w Palladium. Piękne, niezapomniane obrazki.

Przypuszczam, że po wydaniu drugiej płyty, Mike i Ben będą goszczeni jako headlinerzy wielkich festiwali. Już teraz są rozchwytywani, a niebawem wraz z Foo Fighters zagrają na stadionie Wembley i wybiorą się razem w trasę po Ameryce. Mam małe życzenie na koniec. Chciałbym, aby Royal Blood był jednym z nielicznych zespołów, które nie omijają Polski. Tutaj z dnia na dzień rodzi się coraz więcej oddanych ich muzyce fanów.

I takich właśnie CTRL'ujących potrzebuję na moim facebooku
https://www.facebook.com/CTRLpattt

Wisienka na torcie!
(EDIT: i po wisience - Alter Art wydało roszczenia w sprawie praw autorskich i chciało zarabiać na moim filmie poprzez reklamy - niedoczekanie Wasze - ja nie zarabiam, Wy tym bardziej, zwłaszcza na cudzej pracy).

Nie zapomnijcie obejrzeć mojego pierwszego VLOG'a koncertowego, na nowym kanale Youtube!
Zamówiony sprzęt rejestrujący nie dotarł na czas, dlatego znaczna poprawa jakości video dopiero w kolejnych produkcjach. Na chwilę obecną musicie przeboleć tę grę świateł. Trząść będzie zawsze z wiadomych względów. Audio - mistrzostwo :) Miłego oglądania i dajcie znać, czy taka forma przekazu Wam się podoba?




Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką! :)
Wbijajcie na fejsa!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!

I jeszcze kilka zdjęć.




~ pattt

CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.