Daft Punk - Random Access Memories (konkretna recka)

23:44

Podjąłem się wyzwania, by ocenić najważniejszą premierę miesiąca/roku/ostatnich kilku lat :)


Oj tak, recenzując najnowsze dzieło Daft Punk, czuję się jak małe ziareneczko, które ocenia mistrzów muzyki elektronicznej. I will do my best!

Kilka uwag na wstępie.
Jeżeli tutaj trafiliście, tzn., że chociaż na chwilę wyłączyliście wszystkie komercyjne programy telewizyjne, które kiedyś słynęły z dobrej muzyki, a obecnie są mózgojebem dla nastolatków. Potrafiliście też wyłączyć "to coś", co obecnie oferują nam polskie radiostacje.
No 3. - kochacie dobrą muzykę :)

Jeżeli opuściliście wcześniejsze wpisy dotyczące Daft Punk, możecie przeczytać konkretną reckę 'Get Lucky' ze wstępem, który równie dobrze mógłby znaleźć się tutaj, "bo tak jak pisałem wcześniej, nie pamiętam już dawno takiej sytuacji, kiedy nowy album jakiegokolwiek zespołu/wykonawcy, wywoływałby takie emocje".

W przeciągu ostatnich tygodni spotkałem się również z emocjami negatywnymi. Na forach zaczęły pojawiać się komentarze ludzi, którzy mieli już dość ciągłych informacji o powrocie francuskiego duetu. Oczywiście, każdy miał do tego prawo. Zastanawiając się przez chwilę, dochodzę do wniosku, że musiałbym zachowywać się tak każdego dnia, skoro dzień w dzień słyszę o nowych gaciach Bibera czy kolejnym stroju Lejdigagi. Najgorsze jest to, że te informacje są jak niekończąca się opowieść, nie możesz ich kontrolować i nie mają nic wspólnego z muzyką. That shit. Mam nadzieję, że zrozumieliście przekaz :D

Teraz wszyscy ochłońmy i zejdźmy na ziemię!
Rozkładam RAM na części pierwsze.


Za czwartym krążkiem Daft Punk przyszło nam czekać aż 8 lat! Od tego czasu muzyka zaczerpnęła nowych nurtów, troszkę się pozmieniało. Samo patrzenie ludzi na muzykę nabrało ciekawych rumieńców. Niesamowite jest to, jak umiejętnie Francuzi przenieśli lata 70/80 do teraźniejszości. W tym wszystkim pomocna okazała się współpraca z konkretną ekipą: Panda Bear, Julian Casablancas, Todd Edwards, DJ Falcon, Chilly Gonzales, Giorgio Moroder, Nile Rodgers, Paul Williams, Pharrell Williams! Swoją drogą, ciekawe jak RAM brzmiałby bez tych nazwisk? :)
Moim zdaniem, duecik dobrze wiedział do kogo "zagadać", przez co nowa płyta wpasowała się idealnie w obecne czasy.

W jednym z najnowszych wywiadów dla stacji radiowej BBC, duet zdradził, że sama koncepcja nowego albumu pojawiła się w 2008 roku, przy pracy nad ścieżką dźwiękową do filmu Tron: Legacy. Właśnie wtedy powstały pierwsze demówki, które były fundamentem Random Access Memories. W tym też okresie, Daft Punk zdecydowali się na pójście o krok na przód, czyli dorzucenia do "maszynek" i syntezatorów, współpracy z innymi wykonawcami.  "We wanted to do what we used to do with machines and samplers, but with people."

W przeciwieństwie do poprzednich albumów, wykorzystano tu "żywe instrumenty" - nie tylko nadało to klasy RAM, ale podniosło jego odbiór. Czystym dowodem jest już pierwszy trak na płycie. Give Life Back to Music łączy nowatorskie podejście do tematu. Dostajemy tutaj znany wszystkim głos robotów, solidną perkusję, i komplet gitar. Jeden z wielu, moich ulubionych kawałków na płycie :) The Game of Love miażdży klimatem miłości, ciepłem i prostotą liryczną. Giorgio by Moroder to genialnie opowiedziana historia 73-letniego, włoskiego kompozytora, który zderzył się z "muzyką przyszłości" i wraz z Daft Punk stworzył kawałek dwóch kultur. Połączenie wieloletniego doświadczenia z młodzieńczą pasją do muzyki. Ehh, kocham ten końcowy rozpierdol. Within bije dojrzałością i odwagą. Czy jeszcze kilka lat temu, ktokolwiek spodziewałby się takiego kawałka w twórczości DP? Instant Crush (feat. Julian Casablancas) - kolejna perełka albumowa. Jako wielki fan The Strokes liczyłem na Juliana. Niby czuć tutaj klimat z "Comedown Machine", ale spokojnie - podrobociały śpiew i bass w tle przypomina z czyim albumem mamy do czynienia :) BTW. Czyżby kolejny singiel po 'Get Lucky'?


Początkiem kolejnego akapitu wyróżnię gościa, który zgarnął aż dwa traki na tej płycie.
Pharrell Williams może czuć się bezpiecznie, odwalił tutaj kawał dobrej roboty. Lose Yourself to Dance i Get Lucky. Jestem pod wrażeniem. Poza tym, 6-minutowa wersja Get Lucky powoduje, że mam ciągły zaciesz na mordzie :D
Na krążku usłyszycie jeszcze jednego Williams'a - Touch (feat. Paul Williams) - Wow, świetny głos, klawisze, ale chyba najmniej do mnie dociera (jeszcze).
Beyond zaskakuje filmowym początkiem, którego równie dobrze - dla mnie - mogłoby nie być. Mam takie malutkie wrażenie, że psuje całą pioseneczkę. Ogólnie, kolejna nuta w czillałtowym tempie. Motherboard - spodoba się wszystkim fanom soundtracku do filmu Tron: Legacy, podobne klimaty. Przy Fragments of Time (feat. Todd Edwards) zadacie sobie pytanie, czy czasem płyta nie zmieniła Wam się na inną :) Jednak w dalszej części Daft Punk umiejętnie pokazują, kto tutaj trzyma pierwsze skrzypce. 

Następne dwie perełki na koniec albumu? Czemu nie!
Doin' It Right (feat. Panda Bear) - przypuszczam, że Panda Bear będzie znany Wam z Animal Collective, aniżeli ze swojej kariery solowej. Pełny szacun z mojej strony za ten udział. Podsumowaniem tego utworu mogą być słowa "śpiewający z robotami", co za co-op! :) W opcji loop 10h poproszę! Contact kończy naszą przygodę z podstawową wersją albumu. Jest to dobra mieszanka samplowej rozpierduchy (uwielbiam), która zachęci słuchacza do ponownego odpalenia Random Access Memories. Szczęśliwa 13stka?

Niby koniec, ale nie.
Dostępna jest wersja RAM w edycji rozszerzonej, przeznaczonej na rynek japoński.
Pod 14stym numerkiem bonusowym, ukrywa się Horizon - instrumentalna wersja Pink Floyd? Coś w tym jest. Komentujący mają podobne odczucia ;)


A teraz podsumowanie i ocena, która opiera się nie tylko na tym albumie, ale na znanej mi całej twórczości Daft Punk. 

Random Access Memories jest albumem, który ukazuje prawdziwe znaczenie słowa progress. Daft Punk potwierdzili swoje mistrzostwo i stworzyli album godny XXI wieku. Thomas Bangalter w każdym wywiadzie podkreślał, że praca nad tym krążkiem była swego rodzaju eksperymentem, projektem bardziej ambitnym, w który duet włożył masę pracy. Na szczęście dla nich, jak i dla Nas odbiorców, eksperyment wypalił i stał się nowym wyznacznikiem w dalszej twórczości Daft Punk. Jest to bardzo dojrzały, ciepły, lekki album, który ładuje w Ciebie masę pozytywnego przekazu. Nie ma tu miejsca na doły i przygnębienie. Radość i muzyka płynąca z głośników. Funk na bardzo wysokim poziomie.

Szkoda tylko, że obecnie Daft Punk nie mają w planie trasy koncertowej. Oby jak najszybciej się to zmieniło. Pocieszeniem jest fakt, zamiaru mixowania samych siebie, co będzie takim pierwszym wyczynem w ich twórczości! :)

OCENA
8,5/10 - bliżej w stronę 9

Polecam wszystkim!
~pattt


Nie zapomnijcie CTRL'ować!
Bawcie się! Hejos!



CTRL'uj podobne wpisy

3 komentarze

  1. Anonimowy00:01

    No cóż, nic więcej tylko przesłuchać teraz całej płyty! Dobra recka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie! :) Dzięki!

      Usuń
  2. Anonimowy21:57

    Płyta miodzio!!! Recka też całkiem całkiem.

    OdpowiedzUsuń

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.