Palma Violets - 180 (konkretna recka)

20:00

Dzisiaj, po kilku dniach przerwy w blogowaniu - spowodowanej moim czilloutem po sesji, wracam z informacją: wszycho 'do przodu', jak to mówimy My - studenci!

Jakoś ostatnio mam wenę na pisanie recenzji, dlatego gościem środowego wpisu jest zespół Palma Violets, który 25 lutego wydał swój debiutancki album pod nazwą 180. Już teraz napiszę Wam, że jest to kolejny znakomity debiut 2013 roku. Zapraszam do dalszego czytania i CTRL'owania!


Żałuję pewnej kwestii, że na blogu ani razu nie było wpisu na temat Palma Violets. Można powiedzieć, że ctrl'uję zespół od początku, a wszystkie info o nim wrzucałem na mój profil fejsbukowy i zaprzyjaźnioną stronkę outrave. Możecie śmiało tam wbić i zobaczyć, że każde info nt tego świetnego zespołu należy do mnie. No co, jakoś musiałem się wytłumaczyć ;)

Palma Violets to świeżynka na muzycznej scenie brytyjskiej. Kwartet z Londynu gra dla niezależnej wytwórni Rough Trade, która odpowiedzialna jest za albumy takich grup jak The Strokes, The Libertines czy Babyshambles. Best of Friend był pierwszym kawałkiem jaki udostępnili zespół. Warto o nim wspomnieć już w tym miejscu, gdyż po jego publikacji rozprzestrzenił się niczym wirus Arctic Monkeys zwany I Bet You Look Good... Wielkie boom i wielkie oczekiwania związane z debiutanckim krążkiem. Dopiero 22 października 2012, oficjalnie na półkach sklepowych zagościł wspomniany singiel Best of Friends z flipsidem Last of the Summer Wine.
Potwierdzeniem umiejętności Palma Violets była nominacja do BBC Sound of 2013, czyli plebiscytu, którego celem jest wskazanie najlepiej zapowiadającego się wykonawcy/zespołu nadchodzącego roku. Na pierwsze trofea nie trzeba było długo czekać.
NME AWARDS: zwycięstwo w kategoriach 50 Best Tracks of 2012 oraz Best New Band.


Zanim jednak przejdziemy do punktu G...
Ogólnie zauważyłem pewną tendencję u siebie. Chujowo czyta mi się recenzje, w których autorzy pierdolą jaki jest track by track. Wiem, wiem, przecież sam ostatnio pisałem taką o nowym albumie Foals, ale tam to jakoś tak chyba jeszcze wyglądało ;) Kwestią drugą wśród recenzujących jest zjawisko nie znania tematu, zespołu, muzyki. Po trzecie na jaki chy używacie słów, które brzmią jak słodkie pierdolenie w wierszach?

Tym samym chciałem zauważyć, że takiego zjawiska tutaj nie było i nie będzie!

:D

To tyle wstępu. Punkt G is comming...

Od 25 lutego 2013, debiutancki album Palma Violets, jest kolejnym, który łapie się u mnie w tych najlepiej grających podczas jazdy samochodem. Po prostu perełka. Zaraz na skojarzeniu mam mieszankę lat 60 i 80 - pierwsze spod znaku garage rock'a, drugie - indie rock'a. Wiecie po czym poznać świetny album? Po tym jak 11 traków tworzących 40 minutową kompozycję, mijają w mgnieniu oka. Od początku do końca macie tutaj kawałki, które zasługują na pełną uwagę, na to, aby przesłuchać je w całości bez przesuwania.
180 bezapelacyjnie spełnia wszystkie oczekiwania, które zostały na nią nałożone. Każdy z instrumentów gra tutaj swoje 'pierwsze skrzypce'. Są momenty, kiedy znacznie wyróżnia się perkusja tonująca na różnorakie sposoby, konkretne pociągnięcia riffowe, bass - który nie jest w żaden sposób wyciszony - ba, nawet miejscami śmiga głośniej od perkusji. Charakterystycznym i niezwykle przyjemnym bohaterem są organki, występujące jako główny podkład każdego traka. Nie ma tu momentu na wybrzydzanie!

Wokal? Sam Fryer może czuć się pewny swojego miejsca w zespole, bo każdy inny głos byłby początkiem rozpadu Palma Violets.
Bez wątpienia czuje ten wymieszany klimat i idealnie go aranżuje.
W piosenkach poruszane są kwestie lat młodzieńczych, miłości...są i chwile żartobliwe, jak w kawałku ostatnim, gdzie śpiewane jest: 'I've got a brand new song, 2 min 51"/ "I've got a brand new song, it's gonna be a number one!'. Może nie jest to jakaś mocna strona płyty, bo dla niektórych słowa mogą być za płytkie i często bez ładu-składu. Dla drugiej grupy odbiorców, w której ja się znajduję, ta prostota bardzo odpowiada :) Na swój sposób cholernie chwytliwe jest to draństwo.


Chciałbym wskazać Wam traki, które słucham częściej, ale wierzcie lub nie - nie ma takich. Cała płyta od chwili premiery jest dla mnie wyznacznikiem każdego dnia. Oczywiście wszystko w dawkach dozwolonych ;) Miażdży I Found Love, miażdżą pozostałe traki. Nie ma sensu wymieniać, tego musicie sami posłuchać. Napiszę tylko, że uwielbiam ten pokręcony trak ostatni, który zwie się 14. Co w nim takiego szczególnego zapytacie? Hmm... na pewno to, że jest ekskluziwem składającym się z dwóch pioseneczek, w tym tej z ironicznym refrenem wspomnianym wyżej. Dodatkowo brzmi tak zajebiście, ma chwytliwe słowa i jest godnym podsumowaniem albumu.

Whoa love, whoa love! 
Jumping jolly to the end, I wanna be your friend!

Panowie z Palma Violets albumem 180 zbudowali sobie mocne fundamenty rozpoczynającej się kariery. Mam nadzieję, że nie będzie to zespół, który zakończy swoją przygodę na jednym albumie. Szczerze polecam i stwierdzam, że mamy tutaj ogromny talent.
Czekam za kolejnym krążkiem!

Ocena wysoka, ale zasłużenie.

9/10

Zapraszam do dalszego CTRL'owania i śmielszego komentowania.
Łączmy pasje, dzielmy się wspólna zajawką! :)

Like or die! :D


CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.