Darwin Deez - Songs for Imaginative People (konkretna recka)

14:04

Dzisiaj dowód na to, że debiutancki album nie zawsze musi być najlepszy, a progres przychodzi z czasem. Tak właśnie było w przypadku gościa dzisiejszego wpisu. Darwin Deez udowadnia, że jego druga płyta jest kontrastem pierwszej.


11 lutego, czyli kilka dni wstecz, Songs for Imaginative People trafił do sprzedaży. Nie ukrywam, że kawałek zapowiadający nowy krążek - Free (The Editorial Me) nakręcił mnie pozytywnie. W końcu poczułem moc uderzeniową, której tak mi brakowało na spasowanym, podążającym w jednym tempie - albumie debiucie. Ale po kolei.

Darwin Deez (Darwin Smith), wysyła nam fale dźwiękowe zza oceanu. Z muzyką związany jest już dobre kilkanaście lat, ale dopiero od 2009 roku podjął się wyzwania solowej kariery. Od debiutanckiego krążka minęły 3 lata. Zatem jak o nowym wydawnictwie wypowiada się sam zainteresowany?
"This is definitely the best music I've made in my seventeen years of composing and I'm ready and excited to share it with the world now. The time is now, my brothers and sisters. The time is most definitely now."

Co nowego (dobrego i złego) przynosi najnowsze dzieło Darwin'a - Songs for Imaginative People?
Wielkim plusem jest... w cholerę więcej gitar! O tak, to jest to cudeńko, które wyróżnia ten album, na tle poprzedniego. Każda jedna z 10 nut zawiera w sobie tą mocną stronę. Bardzo często Darwin stosuje tutaj zabieg instrumentalnego zanikania. W rzadko których kawałkach od początku do końca gra nam gitarka, perkusja. Niekiedy na pierwszy plan wychodzi Darwin i wszystko inne cichnie, innym razem riffowe popisy pędzą i zatrzymać się nie mogą. Taka mieszanka dla jednych może być przyjemna, dla pozostałych - na dłuższą metę bardzo przewidywalna i nużąca. Żebyście mieli obraz tego o czym piszę, zapodajcie sobie kawałek You Can't Be My Girl, a następnie Moonlit. Który trak jest dla Was bardziej 'catchy'? :)

A no tak, zapomniałem wkleić tutaj 'Songs for Imaginative People' z profilu soundcloud Darwin'a. Gdzie moje maniery ;)



Charakterystyczny jest wokal Darwina, który przedstawiany jest w ciekawym dodatku lirycznym, ale(!) tym razem wszystko wydaje się być nieco bardziej mroczniejsze, miejscami może zabraknąć prostoty, słońca i radości, jakie dał nam Radar Detector. Ktoś gdzieś napisał, że krążęk jest ukłonem dla egzystencjalizmu i zrozumienia innych, ważniejszych aspektów życia. Nieźle obrazuje to utwór (800) HUMAN, w którym stawiane są pytania 'Are you sick of not existing?'/'What is like to be human?'


Jak ocenić powrót Darwina?
Album miejscami jest zbyt bardzo chaotyczny, może nie jest taką mieszanką jak najnowszy krążek Everything Everything - Arc, ale brakuje mu kawałków, które są 'chwytliwe' - bo jak tu ogarnąć nieogar? Cholernym plusem są gitarki, które miejscami tworzą niezapomnianą kompozycję. Nie jest to jakiś must have, ale na pewno z mojej strony macie rekomendację tego wykonawcy. Darwin Deez potrafi pozytywnie zaskoczyć, rozbawić i dać chwilę do zastanowienia. Gościu ma mega talent i mam nadzieję, że trzecim albumem to przypieczętuje!

6,5/10

Najnowszy teledysk!


Aaaaa jeszcze coś!
Witam nowych CTRL'ujących na pokładzie! :)


CTRL'uj podobne wpisy

0 komentarze

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.