Coke Live Music Festival 2012 - relacja z dnia 2!

00:50

Hejosss!! :)
Na wstępie małe wytłumaczenie, skąd to opóźnienie? Ano, jak ma się pisać o ostatnim wypadzie festiwalowym tego lata i kończyć temat, to aż się nie chce... :D Być może wpadnę jeszcze do mojej babci na wieś, by potyniać troszkę przy innych klimatach. Jak chcecie reckę z tego, dajcie znać :D Koniec wytłumaczenia i biednych żartów, ciśniemy relację z Coke'a!

Kto CTRL'ował bloga, ten wie, że dane było mi być tylko na drugim dniu Coke Live Music Festival 2012! Czy było warto pokonywać znowu ponad 400 km? No ba! :)

 
CLMF DZIEŃ 2  (12.08.2012)

Zacznę od pogody.
Deszczowe chmury ewidentnie zostały przywiane znad Open'era i sprawiły, że cały dzień był cholernie mokry i nie za ciepły. Peszek, mówi się trudno. Na szczęście to nie Opek i kalosze nie były potrzebne. No może w niektórych miejscach przydałyby się, ale ogólnie pod sceną było dobre podłoże. Oczywiście pojawili się maniacy oryginalnych Hunterów, mi wystarczyły oryginale Nike :D Lans jak nie wiem, zwłaszcza w miejscu, gdzie liczy się tylko muzyka.

Muzyka rozgrzała klimat. 
Wszystko zaczęło się od godziny 17:30. Na głównej scenie pojawili się SPECTOR! Kiedy człowiek wyhacza taki zespół, promuje go na blogu, czuje zajawkę z każdej nowej nuty, i stoi w miejscu, gdzie za chwilę ma się pojawić - myśli sobie, czy oby na pewno jest pod sceną? Niech mnie ktoś strzeli przez łeb, bo może śnię? :D Minuty dłużą się cholernie, aż w końcu Panowie z zespołu wychodzą do instrumentów! Oczywiście dało się zauważyć, że tłumu nie było. Utworzyły się 3 grupy fanów. Dwie, które trzymały barierki po obydwu stronach, oraz trzecia - ta, w której byłem ja, wymieszany z ludźmi, którzy być może czekali już za kolejnym wykonawcą. Ta trzecia grupa ciężko się rozkręcała, ale w miarę upływu czasu, ktoś tam zaczął łapać nuty. Sam stałem blisko sceny, z parasolką wywaloną w kosmos (z czasem pojawiła się na niej znana flaga Polski) ;) Bawiłem się wyśmienicie znając tekst każdej piosenki!
Brytyjczycy swój występ zaczęli od tego kawałka,


a zakończyli standardowo na


Oczywiście zagrali dobrze znane kawałki: Chevy Thunder, Celestine, Grey Shirt & Tie. Sporo traków udało mi się nagrać, więc kto ciekawy niech odwiedzi mój kanał YT. Jako, że Spector to nowy zespół, a grając na Coke, był jeden dzień przed premierą swojego albumu debiutu, nie uraczył nas koncertem długim. Zaledwie 40 minut, wliczając w to świetne i zabawne teksty wokalisty Frederick'a Macpherson'a. Gościu powala i "dissuje" ludzi bez większej spiny. Przykład? Zwrócił się do jednego festiwalowicza, który chronił się w swojej pelerynce przed deszczem, że wygląda jak wielki kondom! :D Wszyscy w śmiech, mogłem tylko wyobrazić sobie minę tego chłopaka. Także kontakt z publiką był zajebisty. Koncert krótki, ale pozostanie w mojej pamięci na długo. Cholernie dobra brytyjska muzyka (no i pogoda).
Z tego co czytałem po Coke, Spector przekonał do siebie tłumy! Mała ciekawostka: zaraz po festiwalu zespół wrzucił na swojego fejsa zdjęcie ze Snoop Dogg'iem :D Recka płyty niebawem na kanale. Trzymajcie rękę na pulsie!

Chciałem jeszcze pochwalić fanów za zajebiście wykonaną flagę z wizerunkami każdego Spectorowca! :) Szacun!


Po Spector wbiłem na dział gastronomii. Niestety, tutaj Desperados nie miał przebicia i pozostało spijać nam rozcieńczanego Heinekena, ale ja się wycwaniłem - piłem najpewniejszy trunek czyli Coca-Colę prosto z odkręconej butelki :) Zacytuję słowa dziewczyny, która kupiła wspomniane 'piwko', podsumowując zakup: ale siki! Z jedzonkiem też nie było za wesoło, ale coś jeść musisz. Skusiłem się na jakieś mega hod-dogi z kilogramem surówki.Do przełknięcia i chwilowego zapchania głodu, w sam raz.
Wędrując w przerwie pomiędzy koncertami, nie było ciężko zauważyć, że teren na którym odbywa się CLMF jest o wiele mniejszy niż ten na Opku. Spóźnienia na kolejnych wykonawców nie wchodziły raczej w rachubę.

O godzinie 19:00 przyszedł czas na Crystal Fighters. Przyznam się, że jakoś nie zapoznawałem się przed festiwalem z tym zespołem. Był mi znany, ale wiecie, tak jak w przypadku Placebo - obojętny (o jeny Placebo jak może być obojętne? No może :D). Wbiłem z istną ciekawością. Strasznie się... dobrze wybawiłem! Hollyy fuck! Mieszanka niemożliwa, totalny rozpierdol i pełno ludzi! Czyli to co pattt lubi najbardziej. Wiedziałem, że jestem w odpowiednim miejscu :) Melodyjnie było bardzo różnie. Zauważyłem pewną tendencję, iż kiedy do akcji wkraczała z dłuższą zwrotką ta piękna Pani, to kawałki były bardziej 'agresywne', mocniejsze. Natomiast kiedy większość tekstu należała do 'regowca' - utwory stawały się przyjemnie melodyjne. Swój udział, też miał gościu z gołą klatą, który riffował zajebiście na swojej gitarce. Z góry przepraszam wszystkich, ale dopiero co zapoznaję się z CF i nie będę tutaj cisnął imionami i nazwiskami, bo byłoby to w chy nieszczere. A tak walę prosto z serducha. Niesamowicie dobry występ, a kawałek, który utkwił mi w bani, i którego nuciłem jeszcze pod nosem przez długi czas zwał się 'Plage'. Ponad 5 minutowe video mam nagrane i zaraz wrzucę na mój kanał YT. Po prostu wytworzył się podczas tej piosenki mega klimat, który utrzymał się do końca występu. Nawet deszcz nie był straszny!

 (edit - Plage!)

Do you want to go
to the plage with me?
I'm going down-down-down
there for the morning,
most beautiful girl I've ever seen.
Calm down-down-down,
my love is calling.


Magia festiwalów? Nie znasz za dobrze wykonawcy, ale wbijasz na koncert. Po koncercie zaczynasz grzebać w jego dyskografii. :)



Kiedy sprawy fizjologiczne zostały załatwione... trzeba było wbić na...

SNOOP DOGG'a!
Wszystko zaczęło się o godzinie 21. Ludzi byłoooOooo(o), i jeszcze więcej! Przypuszczam, że ilość wypalanego w tym momencie zielska przekroczyła normalną dawkę. Jeżeli więc, chciało Ci się palić - nie musiałeś! I tak byłeś spalony :D Podkreślę, że nie lubię hip-hopu, jednak w przypadku Snoopa, to jest taki rzekłbym hip-hopik popowy, a teraz nawet jamajski. Show, bo tak można nazwać ten cały występ, zaczęło się od kilkuminutowego filmiku o wielkim gangsterze Snoop'ie, który był wyświetlany na telebimach. Małe, dobre i zabawne kino. Po chwili zaczął grać Dj i oczekiwany przez wszystkich Snoop pojawił się na scenie! Setlista była długa i konkretna, z kilkoma coverami, sam koncert trwał jakieś 1,5h!!


Chciałbym wprost, podkreślić w tym miejscu, że dla mnie było to najlepsze show tego dnia. Zabawa przednia, muzyka do chiilałtu, ogromny i niezapomniany klimat. Poza tym: miś z wielkim jointem na scenie - później pojawił się z wielkim penisem, którym wymachiwał na wszystkie strony, były też skromnie ubrane tancerki i pełno ziomali, którzy bujali się razem z naszym Snoopim. Teksty padające ze strony SD były powalające. Najlepszy z nich: 'wyciągnijcie teraz swoje aparaty i telefony komórkowe' - po czym Snoop krzyżuje ręce kończąc słowami - 'a teraz zróbcie mi zdjęcie' :D
Słowami ciężko jest czasem ująć sceny, które utworzyły się nam przed oczami. Jeżeli byliście wtedy razem ze mną pod sceną, to wiecie co mam na myśli. Nic jednak nie zastąpi chwili, kiedy każdy z tam obecnych nuci słowa znanej piosenki, bujając się przy tym nieziemsko dobrze. Dla przykładu:


Jak wiecie, a może i nie, Snoop Dogg po swojej podróży na Jamajkę postanowił nagrać krążek w rytmach reggae. Zmienił też swoją dotychczasową ksywkę na SNOOP LION :) I tak właśnie zagrał kawałek z nadchodzącego albumu - 'La La La'!


Pozostało jeszcze wkleić mi kilka fot. Więcej filmików wstawię na dniach.




Na Placebo nie byłem, bo nigdy ich nie trawiłem. Wiecie gdzie podziewałem się w tym czasie? Tańcowałem przez ponad 2h na SILENT DISCO! O tym znakomitym, smacznym rozpierdolu tanecznym, opiszę Wam już w kolejnym poście! :)

Moja playlista z Coke'a na YT -> CLMF on YT!


Miłej nocy, CTRL'ujcie!

CTRL'uj podobne wpisy

2 komentarze

  1. Miło czyta się takie niewymuszone recenzje bez ultraskomplikowanych zdań i na siłę wciskanych nazwisk 'bo byłoby to w chy nieszczere', haha. Cieszę się bardzo, że Spector zdobywa publikę, chłopakom kibicuję i dzięki za pochwalenie flagi! Cieszę się, że komuś się podobała, o Spectorach nie wspominając, bo to była śmierć na miejscu. Crystal Fighters byli baaardzo dużym i niezwykle pozytywnym zaskoczeniem, bo wersją studyjną nie do końca porywają, a tu nagle ogień na scenie. Tak samo Snoop, fanką tego typu muzyki absolutnie nie jestem, a wybujałam się jak nigdy w życiu. Placebo - warte zobaczenia, technicznie świetnie, chociaż za nimi nie przepadam, za to kontaktu z publiką, której zresztą po SD ubyło - zero.
    Edycja CLMF wbrew obawom była całkiem udana, więc czekam na następne, a co za tym idzie - następne relacje! Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah! Flaga zajebista, zdobyła moje serce. Podczas 'wręczenia' pomyślałem sobie: fuckyeah - Spector ma już garstkę polskich fanów! I Bardzo dobrze!
      Zapraszam do częstego odwiedzania bloga i do czytania kolejnych, szczerych relacji! :) Pozdrawiam.

      Usuń

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.