OPEN'er 2012 (dzień 2)

02:42

DZIEŃ 2 (5 lipca)
No i pierwszą nockę można zaliczyć było do nieprzespanych :) Dzień drugi zaczął się przyjemnym słońcem. Każdy leciał pod prysznic albo na openerowską plażę, która znajdowała się dosyć blisko festiwalu. Na plaży również mega klimacik. Masa ludzi, piwko, siatkówka i inne atrakcje. Woda tylko strasznie zimna. Oczywiście znaleźli się i tacy, którym to nie przeszkadzało ;) Ogólnie sutki sterczały, wacki malały. Ale co tam... czas na fotę!



Po plażowaniu trzeba było zakupić pierwsze w życiu kalosze festiwalowe a'la Hunter :D Nie było jednak łatwo, bo taniochy wszyscy wykupili, a zapotrzebowanie na gumiaki było spore. W końcu udało się i po większym czilałcie wróciłem na pole namiotowe. Błoto nie było mi już groźne do końca Heinekena! Ha!

Koncertowo dzień drugi nie wyglądał wcale słabo. Zacząłem od krótkiego pobytu na Major Lazer, gdzie zrobił się momentalnie masakryczne pozytywny rozpierdol. Z tego co słyszałem z opowieści znajomych, to co działo się później przekraczało wszelkie granice :) Moje serce wyznaczyło jednak inny drogowskaz -> "zapieprzaj chłopie na The Maccabees!". Oczywiście tak zrobiłem. Godzina 23:00 na Tent Stage. Zespół wyszedł z prawie 10 minutowym opóźnieniem wprowadzając lekką nerwówkę, bo przecież przed 24:00 musiałem zwinąć się na Justice! Dla mnie The Maccabees zagrali jeden z najprzyjemniejszych muzycznie koncertów na tym Open'erze. Panowie zaczęli swój występ utworem 'Child' z najnowszej płyty. Przepiękne wprowadzenie, które oczywiście nagrałem i wrzucę na YT. Chłopaków bardzo przyjemnie się słucha nie tylko płytowo. Udowodnili, że koncertowo ich kawałki nabierają nowego, jeszcze lepszego brzmienia. I tak, jak przed Opkiem średnio podchodziła mi ich nowa produkcja, tak teraz jestem nią zachwycony. Oczywiście poza nowym materiałem pojawiły się stare dobre traki typu 'First Love'. Namiot opuszczałem w dźwiękach 'Toothpaste Kisses'. Naprawdę świetny występ! Zapomniałbym dodać. Po prawej stronie sceny tańczył, śpiewał i bawił się wyśmienicie facet, który spokojnie był po 50! Widok niezapomniany :) Wielkie pozdro dla tego Pana i szacun!
The Maccabees


Punktem kulminacyjnym tego dnia był bardzo dobry set Justice. Dlaczego tylko 'bardzo dobry'? Ja, jak i większość moich towarzyszy, odczuliśmy, iż pierwsze 3/4 występu było zajebiste a końcówka bez szaleństw. Ogólnie kawałki typu 'D.A.N.C.E.', 'Civilization', czy 'Genesis' były miksowane w każdym następnym kawałku i trochę za bardzo przeciągane. Na youtubie można zobaczyć występy Francuzów, więc wiedziałem czego mogę się spodziewać. W sumie dostałem to co chciałem.  Miażdżąca dawka muzycznego kopa, spływający pot i tańczenie połączone ze skakaniem i okrzykami typu 'rozpierdol!!'. Tak, to ja tak krzyczałem :D Z tego co pamiętam, to set nie był jakoś nadzwyczajnie długi ale krótki i hmm...konkretny. Bez porównania jednak do zeszłorocznego Deadmau5'a (jeżeli chodzi o długość występu). Duet z Justice zamknął tego dnia Main Stage, a ja ledwo stałem na nogach.



Do jutra! :)
Kolorowych!



CTRL'uj podobne wpisy

3 komentarze

  1. Anonimowy23:10

    Opisuj dalej, cierpliwie czekamy !

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkich ctrl'ujacych i czekajacych za kolejnym wpisem odwoluje do INFO na fejsie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy13:08

    naprawde spoko relacja. nie zalatuje czosnkiem ani cebulą jak większość innych. pozdro!

    OdpowiedzUsuń

Komentuj z głową. Masz inne zdanie? Wyraź je grzecznie w komentarzu.